Jump to content
Sign in to follow this  
Kristos1971

Wymarzony ideał – pieśń o Rolandzie

Recommended Posts

Historia Dulcynei, która okazała się kobietą „lekką w prowadzeniu”.

Czym jest miłość, jeśli nie ułudą? Oczy nasze zaślepione uczuciem gorącym, prawdy od imaginacji oddzielić nie mogą. W zaćmieniu umysłu swego otumanieni wizją szczęścia, często zły kierunek obieramy.

Słowem wstępu jeszcze dodam. W poszukiwaniu ideału przemierzałem bezkresne przestrzenie Internetu, czasu nie licząc, głodem nieraz przymierając. Jako że lepsze wrogiem jest dobrego, kochankę swą zmienić na inną chciałem. Wady dwie wielkie miała: waga i spożycie.

Tyle wstępu (przydługiego).

 

 

Teraz po ludzku.

Od jakiegoś czasu jestem w posiadaniu motocykla prawie dobrego. Niby jest dobrze, ale PRAWIE robi wielką różnicę. Motocykl prawie doskonały- Tramp. Ma on tylko dwie wady, wady teoretyczne. Polega to chyba na tym, że jak człowiek się nudzi, to na siłę zaczyna szukać problemu. Tak było i tym razem. Po przejechaniu 30.000 kilometrów zacząłem się krytycznie przyglądać mojemu motorkowi.

Przyglądać?

Doprecyzujmy – zacząłem szukać wad. Napisane jest: „szukajcie, a znajdziecie”. Jak postanowiłem, tak i zrobiłem. Udało mi się odnaleźć dwie – nadmierna waga i duże zużycie paliwa.

Bardziej konkretnie:

- waga 155 kg,

- zużycie paliwa 3,5 – 4,0 l/100km.

Zagłębiając się dalej w temat poszukiwań wad rzekomych „odkryłem”, że jeden cylinder jest lepszy od dwóch. Dwie świece, koszty remontów i takie tam pierdoły. Wniosek nasuwał się tylko jeden. Należy znaleźć coś, co będzie w powyższych parametrach lepsze. Wspomnienia z lat młodości i Internet dały szybką odpowiedź. Na portalu aukcyjnym (pech chciał), szybko znalazłem poszukiwany obiekt. Było nawet lepiej, niż myślałem. Tak mi się przynajmniej wydawało.

To było jak objawienie:

- waga 130 kg,

- zużycie paliwa powinno oscylować w granicach 3l/100km, tak przynajmniej podpowiadała pamięć mamiona obrazami z przeszłości.

Miłość przyszła od pierwszego wejrzenia, a telefon do właściciela utwierdził mnie dodatkowo w przekonaniu o słuszności mojej decyzji.

- To jeden z trzech motocykli CZ Roland znajdujących się na terenie RP – mówił właściciel.

 

 

Wyjątkowy!

Tak, zwyciężyła miłość, chęć posiadania wyjątkowego motocykla oraz wiara w niezwykłe cechy, jakie rzekomo ten motocykl posiada. Piszę „rzekomo”, ponieważ zaślepiony gorącym uczuciem, straciłem chłodny osąd sytuacji. Opcja „kup teraz” i już z niecierpliwością czekam na wybrankę mego serca, wypatruję przez okno dostawy, jak Błędny Rycerz pięknej Dulcynei. Po kilku dniach sen staje się rzeczywistością. Pierwsze oględziny uświadamiają mi, że dama mego serca raczej na deskach opery nie występowała, a życie swe sterała w portowych knajpach, gdzie za jadło i napitek oddawała się pijanym marynarzom. Nie da się ukryć, swoje przeżyła. Oczyma miłości jednak widzę, jak w pełnej krasie przemierza odległe pustynie, bezkresne stepy i góry niedostępne. Pierwsza przejażdżka nieśmiało przenosi mnie do rzeczywistości. Powoli zaczynam dostrzegać, że ślady przeszłości i zły wygląd to najmniejsze mankamenty. Nieuchronnie obnaża się prawdziwa natura tego motocykla oraz ogrom mojej porażki. Tak naprawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku, ale moje oczekiwania dotyczyły chyba innego motocykla. Kompletne nieporozumienie. Nadałem moim marzeniom realny kształt, zakuty w stal, który nie jest w stanie ich spełnić. Nigdy nawet w swoich założeniach konstrukcyjnych nie mógł ich spełnić, ale wmówiłem sobie, że jest on tym, czym nigdy tak naprawdę nie był. Faktycznie jest lżejszy, czuć to już po pierwszych metrach. Prowadzenie przypomina jazdę rowerem. Zawieszenie, pomimo że takie samo jak w Trampie, dzięki innej geometrii oraz mniejszej masie motocykla, jest jakby z innego świata. Po prostu rewelacja! Maszyna bardzo precyzyjnie się prowadzi i doskonale pokonuje nierówności.

 

 

To naprawdę inny świat.

Drogę, którą do tej pory pokonywałem z maksymalną prędkością 30 km/h, tym sprzętem mogłem – bez sensacji – śmigać z prędkością 60km/h. Prędkość większa w terenie to jedno, a pewność prowadzenia to drugie. Tu również przepaść. To ja kieruję i podejmuję decyzje, a nie motocykl. Jest fantastycznie.

To czemu jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Sprzęt jest naprawdę rewelacyjny, jest tylko jeden problem – to nie jest sprzęt dla mnie. Zaczynam sobie zdawać sprawę, gdzie popełniłem błąd. Źle sprecyzowałem potrzeby. W ciężkim terenie rzeczywiście Roland bije Trampa na głowę, ale za to jazda po „równym” to zupełne nieporozumienie. W ciężkim terenie – i to jest kluczowe stwierdzenie. Dokonałem złej analizy. Z nudów poszukiwałem problemu, tam gdzie go faktycznie nie było.

Ile procent jazdy w moim przypadku to ciężki teren?

Nie wiem nawet czy 1%.

Zdecydowaną większość czasu przemierzam asfalty złej jakości, szutry lub polne drogi. W pogoni za poprawą jednego elementu, w pakiecie dostałem cały worek złych cech.

 

 

 

 

Ergonomia.

O ile Tramp jest jak szyty dla mnie na miarę, to już ten sprzęt jest kompletnym zaprzeczeniem moich potrzeb. W trasie od motocykla oczekuję przede wszystkim wygody. Niestety. Wyżej umiejscowiona kanapa i na dodatek cieńsza, wyżej umieszczone podnóżki kierowcy. Większa odległość pomiędzy siedzeniem a kierownicą skutkują tym, że już po kilku kilometrach po równej asfaltowej drodze zaczynam odczuwać dyskomfort. Powyżej 30 km przejechanych w „tak zwanej” normalnej pozycji, czyli siedząc na kanapie, nie daję rady. Ból w kolanach i w najniższej części pleców staje się nie do wytrzymania. W terenie – rewelacja, na równym – tragedia. To nie jest motocykl na dalekie wyprawy. Owszem, odrobina dobrej woli i parę złotych jest w stanie wiele zmienić. Przecież można dopasować sprzęt do swoich gabarytów i potrzeb. Zgoda, ale co z silnikiem? Jednak jeden cylinder i 15 koni to jak dla mnie troszkę za mało i nie chodzi tu o brak mocy. Nie odczuwam tego w ten sposób. O ile dynamika jest mniejsza (i to mi nie przeszkadza), to już elastyczność jednostki napędowej jest dla mnie nie do przyjęcia. Średnia prędkość przelotowa osiągana przez Rolanda też jest niższa od prędkości osiąganej przez Trampa. I to mi już przeszkadza, bo znacznie wydłuża się czas pokonywania tych samych odcinków trasy.

 

 

 

 

Śmiała myśl!

Zmienię silnik!

Nie jest to zbyt trudne zadanie, gdyż teoretycznie to prawie takie same piece, tylko że jeden ma dwa – a drugi – jeden cylinder. Tak! To jest super pomysł i rewelacyjne rozwiązanie problemu! Co prawda nie poprawi to wygody, nie zmniejszy zużycia paliwa, ani promienia skrętu. Dodatkowym minusem jest mniejszy zbiornik paliwa, a tym samym zasięg.

Co otrzymam w efekcie?

Będzie to Tramp lżejszy o 15 – 20 kg, który ma wszystkie najlepsze cechy motocykla terenowego, co już na samym wstępie określiłem jako cechy kompletnie mi nieprzydatne.

Swego nie znacie, cudze chwalicie…

Często popełniamy błędy z nudów. Siedząc w zimowe wieczory zastanawiamy się, co tu ulepszyć w naszych „prawie” idealnych motocyklach. W większości przypadków chyba nie warto się nad tym skupiać. Lepiej wziąć mapę, przewodnik i zacząć planować śmiałe podróże w nadchodzącym sezonie, bo tak spędzony czas może zaowocować radością z jazdy, nawet na nie całkiem idealnym motocyklu. Natomiast szukanie lub tworzenie ideału może skończyć się nieporozumieniem jak w moim przypadku, a gorszy jeszcze scenariusz, to brak środków i sprzętu na najbliższe nawet podróże. Ale o tym następnym razem.

 

 

 

 

 

Krótki poradnik, jak zwykłą CZ 175 zmienić w „prawie” Rolanda.

Jeśli już uporacie się z odpowiedzią na pytanie „po co”, pracy przed Wami nie jest wiele. Wracając do pytania, spróbuję na nie choć trochę odpowiedzieć. Moim zdaniem warto się za to zabrać, ponieważ poprawi to własności trakcyjne cezety. Na pewno pozytywny wpływ będzie miała zmiana przedniego zawieszenia na trampowe z kołem 21”, bo właśnie takie posiada Roland. Poprawi się komfort jazdy i skuteczność przedniego hamulca. Zawieszenie trampowe to nic innego, jak zwykłe zawieszenie motocykla Jawa z hamulcem tarczowym i większą obręczą koła. Aby uzyskać ten sam efekt co w Rolandzie (większy prześwit podwozia), dodatkowo należy przedłużyć przednie zawieszenie o (Jacek zmierzy;))) centymetrów oraz zmienić miejsce mocowania tylnych amortyzatorów i to wyczerpuje listę modyfikacji, nazwijmy je, istotnych.

 

 

 

 

 

Reszta to już tylko kosmetyka. Nie wiem, czy ta odpowiedź na pytanie „po co” Was zadowala, jeśli nie – musicie znaleźć ją sami.

Warto marzyć i gonić marzenia, ale trzeba uważać, żeby się z nudów nie pogubić.

Ale to tylko moje zdanie.

 

20140923590c9ec28e0566222030233f357e67c7f4.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hahaha:lol:

Kristos. Nie jesteś odosobniony. Mam to samo, tylko u mnie przychodzi to dużo szybciej.(1500km.):facepalm:

Już wiem że Afryka jest super, tylko ma jedną wadę: jest za ciężka na zabawę OFF.

Trzeci motocykl to konieczność:exclamation:

Już wiem że będzie to Husaberg FE 450 z 2010r. Chyba ideał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tylko nie mów tego na FAT bo Cię Puszek zlinczuje! ;)

 

Zaraz bym dostał po głowie, że brak umiejętności.:@ I mieli by rację. Ale nie chcę nabierać wprawy na zabytkowym, ciężkim motocyklu, którego sam nie jestem w stanie wyciągnąć z błota, czy podnieść w grząskim piachu.

Afrę i tak kocham miłością młodzieńczą:ff:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.