Jump to content
Sign in to follow this  
Kristos1971

Tramp – broń prawie doskonała…

Recommended Posts

Pewnie zapytacie dlaczego? Trudne pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi. W naszych wyborach kierujemy się subiektywizmem. Z biegiem lat i ilości pokonanych kilometrów, niekiedy udaje nam się sprecyzować nasze preferencje. Niekiedy jednak potrzeba wiele czasu i przebytej drogi na dotarcie do ideału. Bywa też, że nie odnajdujemy go nigdy. Wynika to po części z ewolucji, jaką przechodzimy w czasie, zmiany naszych pragnień, potrzeb i jeszcze wielu innych czynników, na które niekiedy nie mamy wpływu. W moim przypadku sprawa wyboru motocykla była o tyle prosta, że wiedziałem mniej więcej czego chcę. Miał to być lekki i tani motocykl, umożliwiający poruszanie się po drogach gorszej jakości, jak również po bezdrożach. W związku z tym, że posiadałem już jedną, w miarę sprawną JAWĘ oraz paręset kilo części zapasowych do niej, wybór wydawał się oczywisty. JAWA TRAMP.

 

Długo obserwowałem różne media. Było parę ogłoszeń, ale po zasięgnięciu opinii o danym egzemplarzu u tak zwanych „dobrych duchów okolicznych” rezygnowałem. Nie miałem ochoty na zakup motocykla do remontu. Dopiero po około roku znalazłem egzemplarz godny uwagi. Znajomy z okolic ogłoszeniodawcy potwierdził prawdziwość historii opowiadanej przez sprzedającego, więc nie było powodów do obaw. Po dotarciu na miejsce na własne oczy przekonałem się, że pojazd, pomimo swych kilku lat, był praktycznie nowy. Przebieg 2.500 km, czyli tak naprawdę dopiero co dotarty. Dawno już nie widziałem motocykla w takim stanie, ani z tak pięknie pracującym silnikiem. Bez zbędnych targów zawarliśmy transakcję i postanowiłem wracać do domu.

 

Zaczął pokropywać deszcz. Widząc to, poprzedni właściciel zaczął szybko chować z powrotem motocykl do garażu. Dobre pół godziny zabrało mi wydarcie go z rąk sprzedającego, który prawie ze łzami w oczach tłumaczył mi, że jakby wiedział jak będzie traktowany TRAMP (jazda w deszczu – jego zdaniem to zbrodnia) nigdy w życiu nie sprzedałby go takiemu wandalowi jak ja. Utwierdziło mnie to tylko w przekonaniu, że dokonałem dobrego wyboru. Cała powrotna droga w deszczu. Pierwsza konkluzja: 7 litrów mieszanki na 100 kilometrów. – Dużo. Co prawda byłem jednym z najszybszych pojazdów na autostradzie od okolic Krakowa do zjazdu na 191 kilometrze, a więc druga konkluzja: Dzięki oryginalnym oponom można mocno „dzidować po mokrym”. – W niektórych momentach deszcz lał tak mocno, że samochody poruszały się z prędkością maksymalnie w granicach 90 km/h. Ja gnałem jak wiatr, wyprzedzając wszystkich. Tylko to spalanie…

 

Następnego dnia rano byłem umówiony z kilkoma znajomymi w okolicach Jordanowa. Nasz cel – Góra Ślęża. Deszcz padał nadal. Po mojej propozycji dojazdu do wyżej wymienionej lokalizacji „offem” (czyli traktami nieutwardzonymi), większość uczestników dziękuje za współpracę. Na placu boju pozostają, oprócz mnie, tylko kolega na XT 600 i drugi kolega na Transalpie. Najlepiej pokonywanie rozmokniętych dróg gruntowych idzie koledze na XT. Ja i Transalp, co jakiś czas, pomagamy sobie wzajemnie, podnosząc swoje motocykle. Tak, średnia jest wysoka (średnia upadków na odcinek pokonanej trasy). Przeciętnie co kilometr leżę albo ja, albo Transalp. W końcu jakoś udaje nam się doczłapać do Sulistrowiczek. Atak szczytowy. Pierwszy odpada Transalp. Na jednym z odcinków stromego podjazdu, na którym to zalegają mokre i śliskie, dość dużej średnicy otoczaki, polega na placu boju XT. Mnie udaje się bez większych sensacji wdrapać na szczyt. Krótko jednak cieszę się sukcesem i z obawy o „opłaty za zwycięstwo”, jakie mogą na mnie nałożyć strażnicy leśni, szybko opuszczam to malownicze miejsce. Na szczęście leje i jest mała widoczność, ale nie ma co kusić losu. Przez kolejne tygodnie coraz bardziej cieszę się jazdą na TRAMPIE, odkrywając coraz to ciekawsze miejsca, dzięki jego możliwościom trakcyjnym. Na przykład udaje mi się wjechać na Wielką Sowę od strony wyciągu narciarskiego. Może to i nie są jakieś wielkie wyczyny, o których tu piszę, ale z tyłu mam Mitasa E03 i na tej oponie jest to dość trudne. Zrozumieją to Ci, którzy kiedyś spróbują.

 

Z upływem przejechanych kilometrów, mój zachwyt powoli gaśnie, a przygotowania na wyjazd do Afryki doprowadzają mnie w pewnym momencie do czarnej rozpaczy. O ile solo po płaskim jeszcze jakoś daje radę, to już z ładunkiem (sakwy boczne, kufer), pod wiatr i pod górę, motocykl po prostu staje. W zakresie od 3 do 3,5 tys obr/min silnik ledwo utrzymuje prędkość. Minimalnie przyspiesza zaś, dopiero po przekroczeniu magicznych 3,5 tys obr/min. Dramat. Do wyjazdu coraz bliżej, a tam w większości czekać mnie będą wspinaczki dużo większe niż do tej pory. Po spokojnym przeanalizowaniu sytuacji, redukuję ilość bagażu o około 50%. Sporo, co prawda to prawda, ale wynika to z tego, że pierwsze pakowanie polegało na odtworzeniu listy „niezbędnego bagażu” z jakiegoś forum internetowego.

 

Lista ta była sporządzona przez kogoś „kto był i widział” i uznał, że taki zestaw jest nieodzowny. Postanawiam się odwołać do własnych doświadczeń, co skutkuje redukcją balastu właśnie o rzeczone 50, dzięki czemu mieszczę się z całym „majdanem” w tylny kufer, plecak i tangbag. No niby jest lepiej bez sakw, ale szału nie ma. Jak się potem na miejscu okazuje, dzięki pomocy „Kangura” redukuję jeszcze bagaż o kolejne 50% tak, że mam luz w tangbagu i kufrze, a plecak pozostaje w Europie. Jednak to moim zdaniem nie wystarcza. Koło ratunkowe – telefon do przyjaciela. Dzwonię do J.R. (człowiek handlujący częściami do czeskich motocykli), referując mu problem. Po długich debatach odnajdujemy hipotetyczną przyczynę niemocy. Wydech. TRAMP na oryginalnych wydechach ma parę koni więcej, gdzieś tam przy wysokich obrotach. No, mnie to akurat nie jest potrzebne do niczego, więc cały układ wydechowy ląduje na półce, a w jego miejsce, montuję wydechy od starszego modelu, te najdłuższe, razem z kolankami. Dodatkowo za namową J., zmieniam dysze w gaźniku na mniejsze. Skutek jest dość zadowalający. Banan wraca na twarz. Można w miarę spokojnie pojechać.

 

Jak się okazało w Maroku, motor w tej konfiguracji, dość dobrze sobie radzi (choć bez fajerwerków), zaś zużycie paliwa oscyluje w granicach od 4 do 4,5 litra na 100 kilometrów. Udaje mi się spokojnie, bez większych przygód (związanych ze stanem technicznym) objechać w Afryce około 4,5 tys kilometrów. Jednak cały czas męczy mnie sposób oddawania mocy przez silnik. Niby już jest prawie dobrze, ale… No cały czas wiem, że może być lepiej. Trzeba wrócić do „źródeł”. Sięgam więc po literaturę. Między innymi porady Pana Sałka na temat silników dwusuwowych dają mi dużo do myślenia. Jeszcze raz wydech. Wydłużam układ o 7 centymetrów i zmieniam tłumiki na krótsze, co na obecną chwilę skutkuje pozytywnymi efektami: zębatka osiemnastka, dwie osoby, na czwartym biegu motor przyspiesza od 2 tys obr/min, spalanie od 3,5 do 4 litrów na 100 kilometrów. No! Już prawie idealnie.

 

Jest prawie doskonały… Tak, ale to nie koniec modyfikacji. Co prawda reszta to tylko kosmetyka, ale warto o niej wspomnieć. Z drobiazgów zamontowałem: boczne bagażniki z tylnym wzmocnieniem pozwalającym na przewożenie dwóch zapasowych opon oraz dwóch dodatkowych kanistrów po 5 litrów każdy, mogących służyć na przykład do przewozu wody lub paliwa, do bagażników, a właściwie w miejsce pomiędzy nimi a motocykl przymocowałem z jednej strony pompkę nożną, zaś z drugiej strony rurę kanalizacyjną, w której można przewozić różne zapasowe „przydacze”, bez ryzyka ich zamoczenia, dodatkowe podnóżki tak zwane spacerówki, przymocowane do przednich gmoli, z których jednak zrezygnowałem, ale może kiedyś do nich wrócę, amortyzator drgań, zamontowany z przodu silnika, gniazdo zapalniczki, uchwyt na GPS, zegary starego typu i lampa od Suzuki DR – jest to skutek spotkania maszyny z planetą i wynika z reperacji dokonanej dostępnymi przeze mnie środkami, po prostu takie zegary leżały na półce.

 

Najważniejszą modyfikacją wpływającą bardzo dodatnio na komfort podróży była przebudowa kanapy. Połączyłem oryginalny trampowski spód z gąbką i obszyciem od TS-ki, dzięki czemu tyłek już nie odpada, jak to było w kontakcie z oryginałem. Wystarczyło 100 kilometrów, żeby mieć dość dalszej jazdy. Teraz natomiast, bez problemu, mogę zrobić 500 i więcej. Zrobiłem od zakupu już ponad 10 tys kilometrów, jedyne wady tego pojazdu jakie mogę wymienić, mocno naginając rzeczywistość, to: zbyt wysoka masa – pewnie rozlegną się głosy, że przecież waży tylko 145 kg, zgadza się, ale ja chciałbym mieć pojazd zbliżający się swoją masą do granicy 100 kg.

 

Wiem – mogę schudnąć… zawieszenie – zgadzam się, że w porównaniu do zawieszenia z TS-ki to trampowe jest lepsze, ale nie jest ono zbyt dobre w terenie. Na asfalcie gorszej jakości – rewelacja, ale na bezdrożach, już nie tak bardzo, zwłaszcza przy większych prędkościach. silnik – no tu dam do pieca… Myślę nad mniejszym… Tak, mniejszy, najlepiej jednocylindrowy. Zalety takiej jednostki, to jeszcze tańsza eksploatacja i mniejsze, późniejsze, ewentualne koszty napraw. Co do mocy, w trasie przeważnie porusza się z prędkością około 80 km/h, a w terenie… No nie jestem zawodnikiem „orlem-timu” i 40 km/h to już dla mnie prędkość międzygwiezdna. Dlatego silnik TRAMPA jest, jak na moje potrzeby, nawet można by rzec, za duży, więc raczej pójdę w kierunku wyeliminowania „wad” jakie wymieniłem. Coraz mniej asfaltu, coraz więcej „offu”. TRAMP oczywiście zostanie, bo czasem trzeba przemieścić się asfaltem, a poza tym, jazda na nim sprawia mi przyjemność. Żona śmieje się ze mnie, że to jedyny motocykl, na który nie narzekam. Ktoś kiedyś mnie zapytał – dlaczego właśnie ten? Wtedy po prostu był to jedyny racjonalny wybór w kwocie jaką dysponowałem. Dziś śmiało mogę odpowiedzieć – bo to najlepszy motocykl jaki w życiu miałem. Jednak w związku z tym, że „lepsze wrogiem dobrego” i ciągnie mnie w błoto, powoli krystalizuje mi się plan, dzięki któremu, być może, uda mi się osiągnąć wymarzony ideał…

 

20140919385bf781160db34baccb1f5464562d3227.JPG2014091935fa767936a04c3b8a0962bf9cdcacbaa4.JPG20140919328dd82a914b2732cea21e7185bc28b7b0.JPG20140919291de1a462a63e2af1663e663ade8d7fba.JPG201409192609a01cb203e1700882075efe920e9420.JPG2014091923fe0e1d62cae6b95bc8ca6fe7276fa003.JPG201409192128a4a3f98f2896456a0ac510f9154a6d.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chylę czoło przed tym co czytam i widzę. Kolejny dowód że trzeba chcieć!

Gratulacje!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.