Jump to content
Sign in to follow this  
Kristos1971

Cegła

Recommended Posts

08.01.2011.

126x96http://www.breinride.home.pl/moto/images/stories/brein/ceglaico.jpg[/img] Trafiła w moje ręce w akcie desperacji. Po prostu miałem już dość CX-a. Jest to takie lekkie przekoloryzowanie ponieważ miałem go dość od samego początku i co jakiś czas próbowałem się go pozbyć. Przeglądając allegów... często dzwoniłem do ogłoszeniodawców oferując im w rozliczeniu ten ,,wspaniały” motocykl

 – nie żeby był zły albo z ukrytymi defektami, ale nie mogłem już na niego patrzeć.

http://www.breinride.home.pl/moto/index.php?option=com_content&task=view&id=84&Itemid=55

 

Cegła – Pain and Pleasure.

 

Jaka jest, każdy widzi, ile waży...

Tyle waży.

 

Jedna z moich prób zakończyła się sukcesem i tak oto stałem się ,,szczęśliwym” posiadaczem Cegły. No nareszcie coś co nie doprowadza mnie do niekontrolowanych reakcji (erekcji itp.) organizmu swoimi wibracjami, nie żebym miał coś przeciw, ale miałem już dość dziwnych spojrzeń i tajemniczych uśmieszków obcych kobiet w wieku przedemerytalnym.

Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne (o jazdę na cegle mi chodzi), ale ,, im dalej w las tym więcej drzew”. Im więcej jeżdżę tym mniej jestem na-jeżdżony, tym bardziej chcę więcej i więcej. Rewelacyjna elastyka i dynamika silnika (zapinam 5-tkę przy 30-stu kaemach na godzinę i mogę nieprzerwanie przyspieszać do ponad 200-stu), w połączeniu z niskim zapotrzebowaniem na paliwo, wywołuje efekt mojego przyklejenia się do jej siodełka. Praktycznie gdyby nie jedzenie i sen, nie zsiadałbym z niej wcale. To mniej więcej tak jak na początku małżeństwa – nie możemy się sobą nacieszyć. Czyli chciałbyś wszędzie i nieprzerwanie, a z biegiem czasu fascynacja mija i im dalej tym więcej dostrzegasz mankamentów zaistniałej sytuacji.

Rutyna zabija...

Całe lato jak szalony latałem po okolicach radośnie nawijając kilometry na koła. Odkryłem po raz drugi dowody na zgodność teorii Einsteina z rzeczywistością. Względność czasu i przestrzeni jest namacalna – jeśli dysponuję względnie dostateczną ilością czasu, jestem w stanie pokonać ogromne ilości przestrzeni.

Wyprawy do Szklarskiej Poręby – moje ulubione – planowane kiedyś jako całodniowe eskapady, po których wracałem do domu ,,na- jeżdżony”, kończą się przeważnie przejazdem przez Kraków w drodze powrotnej.

 

 

Po dotarciu do domu już nie padam twarzą na pysk, ale po kolacji pod pretekstem wyprowadzenia rybek, albo kanarka na spacer, robię jeszcze krótki rajd po okolicy. Ale nic nie trwa wiecznie. Widoczne od początku usterki coraz bardziej dają znać o sobie.

Pewnego pięknego dnia droga wiodła mnie ( na szczęście) w okolicach zaprzyjaźnionego serwisu motocyklowego, który postanowiłem odwiedzić. I dzięki Bogu i Opatrzności za ten pomysł. Wjeżdżając na plac usłyszałem niepokojące dźwięki dobiegające z tyłu pojazdu. Wiedziałem, że łożysko jest do wymiany, ale... Ryzyk – fizyk. Troszkę polatałem zanim zrozumiałem co znaczy być prawdziwym właścicielem, czyli:

Będziesz

Miał

Wydatki

Zgodnie z hasłem producenta. Wydaję parę drobnych i dokonuję niezbędnych napraw.

Po niedługim czasie znów przemykam się po okolicach. Jest coraz zimniej, ale mnie to wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Po usunięciu paru osłon przy silniku, ,,piec” pracuje zgodnie ze swoją gwarową nazwą. Mam ogrzewanie – szału nie ma, ale zawsze to już coś.

Nadchodzi Święto Zmarłych, na które to postanawiam odwiedzić groby bliskich.

Do Kielc bardzo blisko...

Za blisko, żeby odmówić sobie drobnego spotkania ze znajomymi (przecież Halloween).

Robimy ,,pospolite ruszenie”.

Aby dotrzeć o przyzwoitym czasie postanawiam wyruszyć wcześnie rano. W planach:

Kraków, Tarnów i Kielce – docelowo z noclegiem.

Docieram do wynajętego hotelu w zadziwiająco (nawet dla mnie) szybkim tempie. Miła impreza, pełna żartów i wspomnień, następnego dnia szybki powrót do domu.

Jednak rysa na szkle niby bez skazy jest coraz bardziej widoczna.

Wjazd na parking przed hotelem, a potem wyjazd z niego ujawnia pewne wady motocykla, których do tej pory starałem się nie dostrzegać i albo się z nimi zaprzyjaźnisz, albo znienawidzisz.

Nadciąga zima, a wraz z nią zimowe wyjazdy z wozem. Negatywne doznania pozostawione przez ostatni wyjazd Cegłą powoli odchodzą w niepamięć.

Ale do czasu.

Nastaje wiosna.

Powrót do jazdy Cegłą skutkuje ponownym przeglądaniem allegów... Niby nie w celu sprzedaży lub zamiany...

Coraz częściej przyznaję się sam przed sobą do skrywanej prawdy. ,,Stara miłość nie rdzewieje”. Godziny spędzone na torach motokrosowych, nie pozostają bez śladu w psychice. Coraz bardziej ciągnie mnie w błoto. W końcu udaje mi się nabyć odpowiedni do tego celu motorek, ale to już inna opowieść.

Wracając do tematu Cegły – zalety są wadami. Niby paradoks, ale nie do końca.

Duża masa pojazdu, dzięki której tak dobrze się prowadzi, często doprowadza mnie do płaczu podczas powolnych manewrów w ciasnych uliczkach, dodatkowo wymuszając jazdę tylko po twardym. Wygodna pozycja za kierownicą okupiona jest znaczną wysokością siodełka od ziemi, co przy moim ,,potężnym” wzroście nie jest bez znaczenia i w połączeniu z dużą masą daje wiele radości przechodniom, kiedy źle postawię stopę w niezbyt odpowiednim miejscu destabilizując stan pozornej równowagi systemu – jeździec-maszyna.

Kiedyś jeden kolega na widok drugiego walczącego z materią i nie bardzo radzącego sobie z tzw. Stanem Pozornej Równowagi Układu – Jeździec-maszyna ( w skrócie SPRUJ) Podczas manewrów na parkingu zapytał z ironią w głosie udającą troskę:

Co? Za duży motor kupiłeś?

Ja już wiem, że wyzwanie mnie przerosło, ale jest na to jedynie słuszny sposób – wózek boczny. Już czeka w garażu.

Następnym paradoksem tego motocykla jest dyskomfort w komforcie, lub komfort w dyskomforcie. Całkiem jak z biegunką – i często i rzadko.

Czyli coś co daje komfort niezaprzeczalny – owiewka- daje dyskomfort mentalny. Na każdym parkingu podczas powolnych manewrów i zagrożeniu SPRUJ-a zostaje automatycznie uruchomiony arkusz kalkulacyjny napraw, które będą następstwem utraty SPRUJ-a. Dopiero pisząc te słowa z mocą pioruna dociera do mnie bolesna prawda o moich podświadomych pragnieniach:

,,Jeśli nadal lubię Cegłę to jestem masochistą...”.

Ale nie jest tak źle.

Żywiołem tego pojazdu są autostrady i długie asfaltowe proste. Nie żeby nie chodził po winklach. Do pewnego momentu byłem przekonany, że jest mistrzem ciasnych winkli. Obraz ten brutalnie zniszczyli koledzy z Jeleniej Góry.

Czyli jak zostałem obatożony i poniżony.

Nieodparta potrzeba kazała mi iść do garażu i bladym świtem ruszyć na północny wschód. Pokonując kilka zakrętów sam nie wiem jak znalazłem się przed domem kolegi i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mieszka na południowym zachodzie, jakieś 180 km ode mnie. Po krótkiej wymianie kurtuazji zapadła decyzja – Czechy. Razem z nami rusza brat kolegi – obaj na Jawach. Przez Jelenią Górę uciekają mi niezmiernie mocno, ale zrzucam to na karb wąskich uliczek, które oni znają doskonale, a które sprzysięgły się przeciwko mnie.

 

 

Do Szklarskiej Poręby dojeżdżamy bez większych sensacji, mimo to ostatnie kilometry przed tym pięknym miastem budzą mój niepokój. Znam tę drogę dość dobrze i zawsze witam ją z radością. Teraz z każdym zakrętem pozostaje w tyle i tylko dzięki dużo większej mocy udaje mi się na prostych niwelować powiększaną na winklach przewagę Jaw nade mną. W Szklarskiej odbijamy na Jakuszyce i tu zaczyna się mój dramat – brak prostych (czyli niwelatorów przewagi). Staram się jak mogę, podnóżki i kolana szorują po asfalcie. Odruchowo podciągam łokcie do góry, aby nie ciągnąć nimi po nawierzchni. Na każdym zakręcie snopy iskier i uślizgi motocykla.

 

 

Co jest? A jawy już nikną za kolejnym zakrętem. Na szczęście na szczycie koledzy postanawiają nacieszyć oczy widokiem – chyba mojej klęski - i robią pauzę.

  • Bastujcie!- krzyczę dojeżdżając.
     
     
     

Na początku traktują to jako dobry żart, ale widząc wyraz mojej twarzy zaczynają chyba rozumieć.

 

 

 

Nie wiem do jakich wniosków doszli, ale dalszą część trasy jadą już spokojniej łaskawie pozwalając mi na utrzymywanie się za nimi. Wreszcie mogę podziwiać piękne krajobrazy. Robimy małą przerwę na dyskusje ogólne, oraz degustacje miejscowych specjałów. Po posiłku mniej lub bardziej błądząc docieramy do Przełęczy Okraj, gdzie postanawiam nie kontynuować dalej tej poniżającej mnie i mój motorek (wiele ciasnych winkli przed nami) podróży.

Wracam do domu z podwiniętym ogonem i silnym postanowieniem:

,, Nigdy więcej Cegłą nie latam po krętych drogach w towarzystwie Jaw”.

Podsumowując:

minusy

  • masa
  • wysokość siodełka
  • ewentualne koszty napraw w razie utraty SPRUJ-a
     
     
     

plusy

  • masa
  • pozycja za sterami
     
     
     

  • dynamika
  • pogodo-odporność dzięki osłonom
  • mały apetyt na paliwo
     
     
     

Ale to tylko moje subiektywne odczucia...

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.