Jump to content
Marulin

Norwegia 2019, Lofoty, Nordkapp - w stylu free solo

Recommended Posts

Decyzja o wyjeździe zapadła dosyć spontanicznie. Nie było wielkiego i długiego planowania. W zasadzie wstępnie wszystko było ułożone rok wcześniej ale z różnych powodów do wyjazdu nie doszło. Od zawsze marzyła mi się samotna podróż, szczególnie tam, na północ. Czemu samotna? Myślę że chęć sprawdzenia jak to jest,  no i na ile pozwoli psychika. Samotne wiele nie jeździłem. Kilka razy byłem na zlotach, Mazury, Mazowsze ale każdy wyjazd to maksymalnie 3 dni.

 Pierwotnie mieliśmy jechać z żoną na dwa motocykle w Alpy lub na Bałkany ale w miarę zbliżającego się terminu wyjazdu opuszczała mnie chęć.  Zdjęcia wrzucane masowo ze Stelvio, i innych Grosslocknerów, tłumy motocyklistów…

Dostrzegła to moja Ania, i padły słowa: masz marzenie to je realizuj. Razem pojedziemy za rok.

 

Zacząłem od kupna biletu Świnoujście-Ystadt na 13.08, linia Unity Line, ok 300zł, bez kajuty. Ustalenie daty wyjazdu nadaje tempa przygotowaniom. Motocykl 3 tygodnie przed wyjazdem umówiłem do mechanika na przegląd. Serwisowanie motocykla w sezonie to coś czego staram się unikać. W konsekwencji motocykl odebrałem 12.08, a rano 13.08 ruszyłem w drogę… Wymieniam łożyska w kołach, olej, filtry, płyny, napęd, dętki, opony.  Kontrola wtyczki reglera, łożyska główki ramy. Tym razem wybieram opony Heidenau K60 Scout, wersję miękką SiO, z domieszką krzemionki. Czemu takie? Bo nie lubię opon typowo szosowych na których można glebę zaliczyć na trawie. Poza tym tenera też nie lubi takich.

 

Zabieram komplet kufrów, dwa boczne które kupiłem w zeszłym sezonie i nigdy nie użyłem oraz centralny 48l.

Jedzenie. Wyjazd jest budżetowy, więc żywność lyo nie jedzie ze mną. Nauczony doświadczeniami  z Islandii stawiam na gotowe porcje głównie ARPOLu: puszki 300g, tacki 350, 400g, kilka zupek w puszkach, proszku i chińczyki. Zabieram również trochę orzechów, migdałów, daktyli,  suszonych śliwek. Paczka z żarciem ważyła ok 10kg… Do tego cały szpej biwakowy, gaz menażki itd…

gEVLVyR.jpg

Inne takie: GPS - tradycyjnie Garmin 62st, temat map traktuję po macoszemu, w Norwegii jest w zasadzie kilka dróg i City nawigator z 2015 ma wystarczyć. Biorę mapy papierowe Norwegia + Szwecja, expresmap, laminowana. Sprawdziły się świetnie. Rezygnuję z Gopro, i lustrzanki. Biorę tylko telefon. Mam już sporo materiału z kamery, którego nigdy nie zmontowałem, ani też nie obejrzałem… Inwestuję w ciuchy merino, trochę brubecka, koszulki z forum FAT – rewelacja. Kupuję mały namiot z decathlonu – dwójkę – również świetny.  Przed wyjazdem rozbijam go próbnie przed domem

Na długie samotne wieczory zabieram książkę: Nanga dream, której coś nie mogę skończyć.

12.08.2019 – pakowanie. Motocykl przywożę lawetą bo nie ma mnie kto podrzucić do serwisu, robię małe kółko – w sumie ok 500m. Wszystko wydaje się być ok.

WOnsQjB.jpg

Zakładam  kufry, do bocznych cięższe rzeczy, centralny przyjął najlżejsze. Wszystko mieści się z dużym trudem. Niektóre ostatecznie pakuję do kieszeni kurtki… Większość miejsca zajmuje żywność więc z dnia na dzień będzie coraz lepiej.

13.08.2019 – wyjazd. Wyruszam ok 10. Motocykl jest ociężały, prowadzi się koszmarnie. Naprawdę źle… Sam dojazd do Świnoujścia to nuda, głównie droga S3. Po drodze w okolicy Międzyrzecza zaliczam gwałtowny deszcz. Morale nieco spadają, doskwiera nuda. Ubrany w membranę ruszam dalej.

EkoWukH.jpg

Po drodze zaliczam pysznego kebaba. Do Świnoujścia docieram ok 20. Spotykam Janusza na goldwingu, którego widziałem wcześniej na stacji paliw. Wraca z Wrocławia, a w sumie z Bałkanów. Trochę rozmawiamy, robimy zakupy w ostatniej biedrze, podobnie jak reszta promu. Janusz prowadzi firmę w Szwecji. Daje mi na siebie namiary, gdybym potrzebował pomocy. Robimy rundkę po Świnoujściu i stajemy w kolejkach do promów.

8OGShBK.jpg

Płyniemy dwoma różnymi w odstępie 30 minut. W mojej kolejce jest jeszcze jeden motocykl – BMW 800GS. Widać Skandynawia w połowie sierpnia to nie jest topowy pomysł.

1KjdE5A.jpg

OnahBSx.jpg

Po umocowaniu motocykla wędruję na pokład. Zabieram śpiwór co okazuje się dobrym pomysłem. Przede mną siedem godzin rejsu, a nie mam kajuty. Pani z załogi radzi nieoficjalnie abym szedł do baru, bo tam się wygodniej śpi…

Po całym dniu czuję zmęczenie. Kontakt z domem, kolacja w barze i zakańczam dzień. Śpiwór robi robotę J. Śpię na kanapie, w promowym barze. Wokół mnóstwo ludzi, wielu Romów.

14.08.2019 – Prom  powoli dopływa do Szwecji.

1tZXN5y.jpg

Budzę się chwilę przed cumowaniem. Zwijam legowisko i zmykam do motocykla. Wyjazd z promu dosyć sprawny, później w Ystatd wszystko się korkuje. Dzisiejszy dzień nie zapowiada się spektakularnie bo przeważają głównie autostrady. Chcę podgonić jak najwięcej pod granicę z Norwegią. Trochę niepokoi pogoda. Wczoraj spotkany Janusz kontaktował  się z domem i podobno jest sporo opadów od kilku dni.

Widać wyraźną różnicę w ruchu drogowym. Kierowcy jeżdżą znacznie wolniej i bardziej przewidywalnie. Po jakimś czasie dojeżdżam do autostrady. Jadę do godziny 9 i zjeżdżam na śniadanie. Na przydrożnym parkingu wcinam kabanosy i bułki. Obok robią niemal to samo chłopaki z Polski. Jadą busem do pracy. Najedzony ruszam dalej. Powoli zaczyna kończyć się paliwo, zjeżdżam na stację i tankuję do pełna. Pierwsza stacja bezobsługowa. Do końca mojego pobytu w Skandynawii będę tankował tylko na takich. Niepokoi mnie widoczna chmura. Internety mówią, że będzie padać co najmniej 2h, ale po ok pół godziny  będzie nieco lepiej. Chwilę czekam, ale chmury nie przesuwają się chyba jak na mapie satelitarnej… Zawsze myślę sobie, że przy wyjeździe będzie idealna pogoda. Niestety, rzeczywistość bywa różna. W 2017 byłem na Islandii i poznałem trochę smak tamtej pogody. Tutaj przed wyjazdem miałem świadomość, że mogę trafić na dwa tygodnie deszczu i  jestem inaczej  nastawiony.  Ubieram gumy i jadę w stronę Goeteborga. Oczywiście jadę w deszczu. Nie lubię zbytnio tego, ale czas jest bezlitosny a kilometry muszą postępować.

Kawałek za Goeteborgiem norweska przyroda postanawia mi odpuścić i stopniowo przestaje padać. Czas obiadu. Odgrzewam pierwszą tackę żywnościową: kartofeln mit gemusen und fleisch… W zasadzie patrząc z perspektywy czasu pierwszy posiłek był chyba najsmaczniejszym.

E9OozWs.jpg

 

Ściągam przeciwdeszczówki i jadę jeszcze kawałek autostradą i odbijam nieco na wschód na drogę 165.

ZCZpwfq.jpg

Czuje już zmęczenie. W sumie spałem ok 5h, cały dzień jazdy. Emocje też robią swoje. Postanawiam podjechać pod granicę z Norwegią, ale zanocować jeszcze w Szwecji, tuż przed granicą. Pogoda robi się rewelacyjna. Wychodzi słońce. Jest świetnie. Droga pusta, delikatne winkle, zerowy ruch. Docieram do kempingu. Melduję się, płacę, dostaję żeton do prysznica. Kemping jest położony nad jeziorem. Widok przepiękny. Cisza i spokój. Na drugim brzegu jeziora jest już Norwegia.

aUL9LE5.jpg

DVMtiUf.jpg

Rozbijam namiot, grzeję i zjadam kolację. Po prysznicu i wieczornej toalecie chwilę czytam i padam jak kawka. Plan na dzisiaj wykonałem. Żegnam się z autostradami. Jutro jadę drogami lokalnymi, trochę wzdłuż granicy. Psychika ok. Jadę tam gdzie chciałem, sam. Jest OK. J

ZNXofa8.jpg

iPph9mL.jpg

vATwFWE.jpg

15.08.2019. Noc minęła spokojnie. Jem śniadanie i pakuję namiot. Ruszam w kierunku Norwegii. Przy wjeździe z kempingu właśnie popełniam błąd taktyczny. Daszek w kasku przysłania mi sznur do bielizny i o mały włos nie odcinam sobie głowy…Szarpnięcie karku, no zdarta skóra w okolicach brwi bo szybę miałem otwartą. Na szczęście nic poważniejszego się nie dzieje. I utrzymuję pion Ta drobna sytuacja daje mi do myślenia, w końcu jadę sam.

 

Poranek jest dosyć chłodny. Od wczoraj jadę w membranie. W sumie to nie wypnę jej tak szybko.

UG16tSr.jpg

Po ok 5km wjeżdżam do Norwegii i numer drogi zmienia się na 22 a za Halden na 21.  Trasa wiedzie głównie przez lasy, pojawiają się znaki ostrzegawcze z łosiami. Widać sporo ich jest w lasach. W głowie gdzieś mi się ułożyło, że przy takim przebiegu trafię na swojego łosia. Oby tylko nie dosłownie…

Spotykam tylko takiego wielkiego z „nierdzewki”

J9aaSWo.jpg

2yuYUpx.jpg

GmBQpk7.jpg

68hBnvp.jpg

N51yVMF.jpg

faNPEHo.jpg

W zasadzie nic spektakularnego dzisiaj mnie nie spotyka. Dzień mija spokojnie. Drogami 21, 2, 20, 3, docieram do Atny gdzie jeszcze przy drodze 3 znajduję kemping – o ten: https://goo.gl/maps/aojHAKg31aUqcbjEA

Dzisiaj niewiele padało. Nie ubierałem nawet przeciwdeszczówek.

Kemping prowadzi Niemiec, który rozmawia po angielsku tak jak ja po niemiecku... Namiotów praktycznie nie ma. Dominują kampery, przyczepy i ludzie w hytach. W szopie mam kuchenkę oraz zlew, więc posiłek odgrzewam sobie w normalnych warunkach. Myję się w zimnej wodzie, bo widać nie do końca się dogadałem z Niemcem, a nie mam monet do automatu. Dzień kończę planowaniem następnego dnia, trochę czytam.  Wygląda, że jutro pogoda będzie słabsza. W powietrzu czuć jakiś przenikliwy chłód.

cQPJmx2.jpg

Edited by Marulin

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

16.08.2019 – w nocy budzi mnie odgłos deszczu, czyli jednak prognoza się sprawdza. Pada do rana. Spało się całkiem dobrze - rześkie powietrze robi swoje. Niestety po przebudzeniu pada dalej. Zabieram jedzenie, menażkę i biegnę do szopy czyli kuchni. Po śniadaniu pogoda na chwilę odpuszcza. Zaczyna tylko mżyć, co pozwala mi na szybką ewakuację. Zwijam wszystko, pakuję i ubrany w gumę jadę dalej drogą 219 z której odbijam w bardziej lokalną FV634 i FV385. Mży dosyć mocno i do tego pojawia się mgła. Niewiele widać. Zatrzymuje się i odkręcam deflektor, który skutecznie zasłania wszytko. Przy zjeździe do Ringebu pogoda trochę odpuszcza i widać góry. Po raz pierwszy opada mi szczęka. Jest niesamowicie.

b2GzeyU.jpg

Powoli przyzwyczajam się do jazdy po mokrym, ciężar motocykla spowszechniał. Z dnia na dzień w kufrach będzie lepiej, bo codziennie znika ok 1-1,5kg. Już dzisiaj wszystko mieści mi się bez problemu.

BAAs4zX.jpg

W miejscowości Otta skręcam w drogę w 15. Po drodze w miejscowości Lom zatrzymuje się przy kościele klepkowym. Parking zatłoczony, ale parkuję motocykl bez problemu. Zabytek jest przepiękny.

FSPJAuA.jpg

Nie byłbym sobą gdybym jechał tylko główną drogą. Plan zakłada przejazd boczną drogą 258, która jest w remoncie. Na wjeździe informacja o możliwości dłuższego czekania. Góry w tle kuszą i ruszam. Nawierzchnia taka sobie, po kilku km kończy się asfalt i zaczyna szuter. Droga prawie pusta, miejscami wąska. Mijam kilka aut, w tym również osobówki. Droga warta przejechania.

kFWtu7n.jpg

Nya4MuA.jpg

mZjbyn9.jpg

W końcu docieram do piętnastki, którą opuściłem jakiś czas temu. Postanawiam zjechać na dół w kierunku Stryn, zobaczyć pierwszy fiord. Już z daleka czuć ciepłe powietrze i charakterystyczny zapach morza. Robię chwilę przerwy i wracam na górę w kierunku drogi 63.

Xq6Jja7.jpg

 

cF1nqsW.jpg

llMboBF.jpg

vAUOq5m.jpg

 

Przed Geiranger na punkcie widokowym robię kilka zdjęć i zjeżdżam w dół do miasteczka przy fiordzie. Sam fiord robi niesamowite wrażenie, naprawdę niesamowite.

L5gu9gZ.jpg

Przedzieram się przez Geiranger. Autobusy na serpentynach ledwo się mijają, ale jakoś w końcu ruch się udrażnia i zaczynam wjeżdżać w górę – Drogą Orłów. Na górze znowu punkt widokowy – widok rewelacja. Sama droga Orłów mija jakoś szybko i myślę że czuję podświadomy niedosyt. Jest sporo aut, przepychanki. Przy punkcie spotykam polską parę na dwóch motocyklach. Włóczą się o Norwegii. Z tego co opowiadają to w okolicach Bergen mieli słabą pogodę. Ja w sumie nie mam najgorzej, chociaż jeszcze nie miałem dnia bez deszczu. Jedziemy chwilę razem, później zostają w tyle, w zasadzie przez to że robili więcej zdjęć bo moja jazda jest raczej zachowawcza. Gdzieś w głowie tkwi myśl o odległości do domu i o tym że jadę sam. Do tego z wiekiem jeżdżę coraz bardziej ostrożnie.

Ksg3Egz.jpg

SYvHHTq.jpg

qnZ4smp.jpg

psFthCG.jpg

rDqAR6W.jpg

sb5zOp5.jpg

 

Dzisiaj chcę się jeszcze przeprawić na drugą stronę  fiordu i zanocować w okolicy  Valldal. Przy wjeździe do Eidsdal widzę prom, który odpływa za 15 minut. Wjeżdżam i po niedługim czasie jestem na drugiej stronie. Płatność kartą, nie pamiętam ceny chyba coś ok, 70NOK. Rozładunek przebiega sprawnie.

DazQW25.jpg

 

Do kempingu mam niecałe 10km. W Valdall wjeżdżam na kemping (https://goo.gl/maps/9TWx23YmRWgazQL68 ) i dostaję miejsce na rozbicie namiotu tuż przy budynku recepcji. Trochę dziwnie, bo obok spacerują ludzie chodnikiem ale jest ok. Tutaj również praktycznie nie ma namiotów. Tradycyjnie kolacja, gorący kubek, prysznic i książka. Jako że jestem obok portierni to WiFi działa bez zarzutu. Czuję zmęczenie. Dzisiaj kawał drogi, trochę krętych dróg i deszczu. Dzień pozytywny. Wokół kłębią się chmury i wygląda na to, że deszcz jest nieunikniony. Widzę jeszcze spotkanych motocyklistów jak jadą przez miasteczko, jadą dalej. Widać przypłynęli następnym promem. W nocy dosyć mocno pada, nad ranem przestaje ale zaczyna wiać.

Pwtn3vs.jpg

 

Edited by Marulin

Share this post


Link to post
Share on other sites

17.08.2019. Ciepły wiatr skutecznie osusza mi namiot, który dzień wcześniej zwijałem na mokro. Jem śniadanie i ruszam w kierunku drabiny trolli. Ruszam ok 7, więc identyfikator będący kluczem do WC i prysznica wrzucam do skrzynki przy recepcji. Nie pada, ale wkrótce zacznie bo chmura ciągle mnie goni.

VyeJwxZ.jpg

USRoXhB.jpg

Cowxwnr.jpg

UiPKFb3.jpg

ciiSXct.jpg

UGxzKPv.jpg

IKLU66O.jpg

 

 

Udaje mi się przejechać Drabinę Trolli prawie po suchym . Po drodze mijam jedno auto. Na dole fotka przy  znanym znaku ostrzegawczym. Droga robi wrażenie, przestrzenie są niesamowite. Kusi mnie aby wjechać jeszcze na górę ale widzę, że tam już leje więc jadę dalej.

mxqUMXR.jpg

 Kilka kilometrów od drabiny mijam już sporo kamperów i kilka autobusów. Udało mi się przejechać w ludzkich warunkach. Chmura dogania mnie w okolicach Isfjorden, więc ubieram nielubiane przeciwdeszczówki. 

bhlIiOG.jpg

sgb5hR8.jpg

BRmHIiG.jpg

GTvGJ3a.jpg

qe3KGlJ.jpg

Uns7AYm.jpg

 

Jadę w kierunku krajowej szóstki drogami64, 660, 62, 70.  W Oppdal tankuję i robię drobne zakupy w Remie 1000. . Podczas wyjazdu robiłem zakupy chyba tylko w Remach, sam nie wiem czemu. Z czasem poznałem układ półek i nie musiałem niczego szukać. Kupowałem niewiele – pieczywo, wodę, czasem colę lub energetyka. Ceny w Norwegii to kosmos w porównaniu do Polskich. Kawałek dalej spotykam Norwega na starej yamaszce - wraca z Nordkapp. Widać, że sporo w życiu przejechał. Jego opowieści o Nordkapp nadal są dla mnie odległe i jakoś do końca nie wierzę, że pogoda pozwoli mi tam być. Mimo sporego doświadczenia mój nowy znajomy jest nieźle obładowany, chyba nawet bardziej niż ja. Chwilę rozmawiamy i wymieniamy informacje pogodowe. Wyjada na to, że jadę prosto w chmurę, on chyba też bo za mną też się kłębi J.

2KhqYGU.jpg

Po kilkudziesięciu kilometrach deszcz odpuszcza i do Trondheim docieram suchy. W miarę zbliżania do Trondheim  droga zmienia się w autostradę. W kluczowym punkcie tracę czujność i wjeżdżam niechcący do centrum miasta. Nie wiem czy pisałem ale całą droga jadę bez routingu. Jest za późno aby wrócić na autostradę i minąć miasto bokiem więc walczę przez centrum. Sporo jest pasów przeznaczonych dla pojazdów elektrycznych po których jeździ mnóstwo tesli oraz e-golfów.  Zaczyna padać a nawet lać. Intuicyjny przejazd przez miasto nie wychodzi idealnie. Morale spadają, stoję w korku w istnym deszczu. W końcu zjeżdżam na bok i na chodniku ubieram przeciwdeszczówkę. Analizuję mapę i w końcu trafiam ponownie na autostradę. Dzisiaj żałuję, ze nie pochodziłem trochę po mieście, bo wyglądało niesamowicie. Wtedy jednak chciałem jak najszybciej się ewakuować.

Dalszą drogę pokonuję w porządnym deszczu. Po drodze jeszcze tankuję i w okolicy Kvam mam już dosyć.

fUEQU8z.jpg

 

Tutaj: https://goo.gl/maps/imiAJcCLBwQghYDH8 wynajmuję pierwszą moją hytte za chyba 400 NOK+ prysznic. Jest super: grzejnik elektryczny, kuchenka i miękkie łóżko. Do tego potrzebne sprzęty kuchenne. Jednym wszystko co potrzebne Wynajęcie hytki to strzał w dziesiątkę.

17FyllZ.jpg

Suszę ciuchy i rękawice. Buty nadal suche. Goretex robi dobrą robotę. Gorący prysznic przywraca mnie do życia, jem ciepłą kolację. Jedzenie które zabrałem raczej mi smakuje. Najgorsze jest chyba spaghetti z ARTPOLu…  nigdy więcej tego nie kupię.

EyZaJwO.jpg

Z czasem przestaje padać i wraca nadzieja w duszy. Dzisiaj był ciężki dzień. Sporo machnąłem kilometrów. Jestem kawał od domu ale jakoś mnie to nie przeraża. Po drodze spotykam niewiele motocykli, chyba jednak jest już późno na taki wyjazd. Na kempingu też sporo domków wolnych. Sezon już najwyraźniej się kończy. W zasadzie nie mam co planować dalej bo przede mną kawał drogi tą samą drogą – nr 6. Pierwsze odbicie za kilkaset kilometrów w kierunku Bodo. Jutro Planuję być w okolicy koła podbiegunowego. Przede mną kolejny deszczowy dzień, przynajmniej tak mówi internet.

18.08.2019 – budzę się wyspany i wypoczęty. Nie ma to jak łóżko. Jednak to prawda, że człowiek z wiekiem robi się coraz bardziej wygodny. Po śniadaniu nadal pada. Nie chce mi się jechać w regularnym deszczu, więc odwlekam porę wyjazdu. W końcu przestaje i pakuję wszystko, wrzucam kluczyk od domku do skrzynki przy portierni i jadę dalej drogą nr 6.

Po przejechaniu pierwszego kilometra staję  na poboczu i naciągam przeciwdeszczówkę. Nienawidzę tego. Dalej jadę w ulewie, raz większej, raz mniejszej. Jadę w słuchawkach i muzyka dodaje szczęścia. Depeche mode, Kaczmarski, Dżem to  jest to. Deszcz dzisiaj nie daje za wygraną.

OAFh8Ek.jpg

 

Po jakimś czasie rękawice przemakają doszczętnie. Zaczynam marznąć w ręce. Dalsza jazda w mokrych nie jest najlepszym pomysłem. Moje zapasowe to wersja letnia z siateczką. Nie ma rady. Ubieram parę lateksowych i na wierzch gumowe BHP. Dalej jadę jak pajac w czerwonych rękawicach.

5YUGbXQ.jpg

Pogoda trochę odpuszcza. Zatrzymuję się na przerwę na jednym z parkingów i wcinam kabanosy z bułą, kiedy podjeżdża autobus z Niemcami 65+. Ależ oni są zorganizowani . Kierowca wyciąga stół, wyciągają termosy z grzanymi parówkami i jakąś zupą, leje się gorąca kawa i herbata do tego piwko. Niemcy wcinają na wypasie, ja zagryzam posiłek orzechami, piję wodę i lecę dalej.

 

Podczas wyjazdu bardzo polubiłem te przydrożne parkingi. Ławeczki, stoły, niekiedy zadaszenie i ten rewelacyjny widok gdzie się nie spojrzy. To rekompensuje kaprysy pogody.

Po kolejnym dystansie docieram do bramy „Nordic Norge”. Nie jest to koło podbiegunowe ale tu rozpoczyna się północna Norwegia.

2uktjnD.jpg

Dzisiaj muszę trochę podgonić tak aby jutro na spokojnie dotrzeć do Bodo na prom bo Lofoty to żelazny punkt wyjazdu. Na następny dzień zostawiam sobie nieco ponad 200km. W rzęsistym deszczu docieram o tu: https://goo.gl/maps/jTTng5Ac4peawLa39 . Kemping lekko zapomniany, domki mocno ascetyczne ale łóżko wygodne. Z tego co pamiętam dostałem najmniejszy i najtańszy domek za 350NOK w tym prysznic bez limitu. W hytce jak zawsze jest wszystko co potrzebne jest na miejscu. Parkuję jak zawsze  przy domku.

3nAS1wl.jpg

LHjSJCS.jpg

 

Suszę ciuchy i rękawice, jem kolację. To był chyba najgorszy posiłek podczas wyjazdu – rozgotowany makaron z sosem z torebki. Ledwo mi to wchodzi ale najadam się. Dzieła dopełniam kisielem i herbatą.

WHvI1YN.jpg

W miarę oddalania się od domu wolnego miejsca w kufrach przybywa. Motocykl prowadzi się coraz lepiej, albo po prostu się przyzwyczaiłem.

Do koła podbiegunowego mam kilkanaście kilometrów, do granicy z Szwecją zaledwie kilka, do domu ok 2,5 tys km. Jutro przekraczam magiczny równoleżnik i po raz pierwszy będę na dalekiej północy.

Dzisiaj pogoda dała mi się we znaki. Sporo padało, trochę wiało. Im dalej jestem na północy tym bardziej podobają mi się tunele których jest sporo. Od 10m do kilkunastu km. Jak jest zimno i pada to w tunelach jest miło, ciepło i ładnie suszy ciuchy. Niektóre oświetlone i obetonowane z wymuszoną wentylacją, niektóre ciemne i po prostu wykute w litej skale.

Jutro przede mną lekki dzień, dojazd do portu, przeprawa na Lofoty i spanie na wyspach. Zastanawiam się czy kupować bilet na prom przez internet, ale wszak jest po sezonie i odpuszczam. Pogoda ma być lepsza, znacznie lepsza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Super sprawa. Dobrze się czyta!

Wspomnienia wracają 😛

 

Spanie wcześniej ogarniałeś gdzieś?

Share this post


Link to post
Share on other sites
8 godzin temu, Hermes napisał:

Super sprawa. Dobrze się czyta!

Wspomnienia wracają 😛

 

Spanie wcześniej ogarniałeś gdzieś?

Dziękuję.

Spania nie ogarniałem w ogóle. Jak miałem dosyć i był kemping w pobliżu to zostawałem na noc. Nie miałem problemu z miejscami.

19.08.2019 – Dzisiaj dojazdówka do Bodo. Rano nie spieszy mi się zbytnio bo mam spory zapas czasowy. Po śniadaniu pakuję bagaże, sprzątam domek, wywalam śmieci. W nocy trochę padało, ale teraz wydaje się być ok. Pierwszy raz od dłuższego czasu jadę bez przeciwdeszczówek.

N7SNLjt.jpg

Po kilkunastu kilometrach docieram do koła podbiegunowego. Przybytek z barem i sklepem, obok obelisk. Chwilę się kręcę  robię kilka fotek i jadę dalej… bo zaczyna padać. Uciekam spod chmury i po jakimś czasie jest dobrze.

DkcOkIo.jpg

FWN6yVj.jpg

rCHXlsx.jpg

FAbgxkH.jpg

9LJzULi.jpg

DFWDZK6.jpg

 

Do Bodo planuję dojechać bokiem a nie główną drogą 80. Kawałek przed Rognan skręcam w lewo w boczną drogę 812. I dobrze robię bo po jakimś czasie spotykam na drodze mojego łosia. Od początku wiedziałem, że go spotkam i miałem nadzieję, że będzie to spotkanie niegroźne. Cały czas bałem się że któryś wyskoczy mi z krzaków zwłaszcza na początku  wyjazdu kiedy jechałem przez niezłe lasy. A ten po prosu wyszedł na drogę, popatrzył na mnie i powoli przeszedł przez drogę, nie oglądając się za siebie. To był dorosły samiec, potężny z wielkim porożem. Nigdy nie widziałem łosia na wolności i nie wiedziałem że są tak wielkie. Zwierzę zrobiło na mnie wrażenie. Do dzisiaj go pamiętam.

Uj2wvqn.jpg

acppl5A.jpg

BCxiStF.jpg

j9Ph0wp.jpg

l9rM6Bt.jpg

x0j2gIt.jpg

 

Przed Bodo tankuję do pełna, robię zakupy. Na wieczór kupuję… kiełbaski za nieco ponad 30zł. W porcie jestem niecałe 4h przed odpłynięciem promu. Włóczę się po porcie, trochę czytam. Pogoda jest przepiękna, słońce świeci. W kolejce jestem jako pierwszy na pasie bez rezerwacji. Nie ma opcji abym nie popłynął.

uagHsoQ.jpg

W kiblu widać nasi byli…

XSn7JJH.jpg

 

eakdhzZ.jpg

Eaugdr8.jpg

Ok 45min przed odpłynięciem pojawia się obsługa i sprzedaje bilety. Płatność kartą jak najbardziej możliwa, jak wszędzie. W kolejce spotykam Norwega który jedzie odwiedzić kolegę oraz małżeństwo z Włoch na V-strom 650 i MT-07. Norweg radzi aby samemu zamocować motocykle, bo w razie wywrotki załoga nie bierze odpowiedzialności. Dzisiaj myślę, że bał się aby moja załadowana tenera nie obaliła się na jego motocykl. I tak bym ją zamocował.

sIdSkNm.jpg

YZdf3Np.jpg

rWrIG7A.jpg

Rejs trwa ok 1,5h. Morze jest spokojne. Niestety przed wyspami telefon mi się rozładowuje i nie robię fotek od strony morza. Jak docieram do motocykla to od razu podpinam powerbank.

OMd3e2v.jpg

sHfDL5E.jpg

 

Na ladzie ruszam w stronę miejscowości A. Docieram do końca drogi, do parkingu, gdzie kłębi się sporo kamperów oczekujących na powrotny prom. Podświadomie zaczynam szukać miejsca do snu. W okolicach parkingu w zasadzie nie ma wolnych miejsc, niektórzy śpią gdzieś koło drogi. Nie widzę miejsca dla siebie. Jest ok 20, z gór zaczyna schodzić mgła i chmura. Temperatura spada, trzeba szybko coś znaleźć. Jadę więc w głąb archipelagu. Po drodze nie widzę charakterystycznych hytek ani też kempingów. Myślę, że można spać w chatach rybackich, ale aż strach myśleć o cenie.

qnNl4r9.jpg

Co kawałek zatrzymuję się aby zrobić zdjęcie. Jest niesamowicie.

lgGLxTh.jpg

rG6KRXf.jpg

jNNxcgI.jpg

E7QXlAI.jpg

5j3Xl1E.jpg

cuHtMff.jpg

 

Po chwili już niewiele widać bo schodzi gęsta mgła Skręcam w boczną drogę, jadę kawałek i znajduję mały placyk (o tutaj - https://goo.gl/maps/9Dqdms5CgmgEFEYdA). Stawiam motocykl i patrzę jak się przewraca na bok… Po chwili walki stawiam go do pionu. Chyba adrenalina zadziałała.

Stawiam szybko namiot. Śledzie wchodzą po ok 5cm, bo wszędzie skały. Linki wiążę do motocykla oraz do większych kamieni. Kiełbaski odgrzewam już w środku namiotu bo zaczyna padać. Zdążyłem przed zmrokiem. Tę noc śpię „na dzikusa” bez jakichkolwiek problemów. Przejeżdża kilka aut ale nikt się mną nie interesuje.

zH328Cl.jpg

 

vDYDwvS.jpg

20.08.2019 Budzę się. W nocy trochę padało i namiot jest mokry. Otrzepuję go ile się da i zwijam. Pakowanie idzie mi z każdym dniem sprawniej. Dzisiaj mam do przejechania całe Lofoty drogą nr 10 i dalej na północ szóstką, ile dam radę. Żałuję, że na Lofotach nie mam dobrej pogody.  Jest spora mgła i praktycznie nie widać gór. Trzeba będzie tu wrócić kiedyś i pokręcić się na spokojnie.

2JmLCaV.jpg

x1GlnUM.jpg

K0dptNH.jpg

 

Całe Lofoty to ponad 300km, Droga świetna, zróżnicowana sporo mostów i tuneli.

X6Cpgtp.jpg

4MvpwCt.jpg

lT8zPP9.jpg

bIA0KB4.jpg

9GkqePo.jpg

 

Po godzinie jazdy zaczyna padać i jadę w przeciwdeszczówce. W zasadzie to przestaje dopiero przed Bjerkvik. Tam tankuję, i w Remie uzupełniam zapasy. Kupuję sobie rybkę w puszce na później i zestaw standardowy czyli woda i bułki... Pod sklepem zauważam, że łańcuch jest suchy. Dysza od scoota się przekrzywiła przy wczorajszej przewrotce motocykla.  Opaska zaciskowa nie daje się dociągnąć i sprawę załatwia tryrtytka. Na parkingu zaczepia mnie Norweg, pyta skąd i dokąd zmierzam, docenia że kawał drogi za mną. Zna nawet trochę polskich słów. Mówi że bywa 2-3razy w Polsce, bo lata do nas leczyć zęby. Rozmowę kończymy stwierdzeniem, że mamy w Polsce piękne kobiety i w ogóle jest super.

Xb4nKV0.jpg

 

Po zakupach jadę dalej szóstką. Trochę mnie niepokoi fakt, że służby drogowe wbijają tyczki dla piaskarek wzdłuż drogi. W końcu mamy końcówkę sierpnia. Zatrzymuję się w pobliżu pomnika upamiętniającego walki o Narvik. Pamiętam przedwczoraj jak mijałem znak kierunkowy : Narvik 1300km. Wcinam rybkę, która ma niesamowity smak. Niby to samo co u nas ale jakaś inna. Może to sprawka szerokości geograficznej?

xberphT.jpg

KzG6IsT.jpg

QqMHkOo.jpg

 

Do końca dnia już nie pada, ale czuć że jestem nieźle na północy. Droga jest malownicza, przepiękna. Suchy asfalt, słoneczko. Jest naprawdę niezwykle. Od jakiegoś czasu pojawiają się znaki z reniferami ale żadnego jeszcze nie widziałem.

EGZbWDk.jpg

CKgDnql.jpg

TIzVuww.jpg

Hjfd1Mb.jpg

FRlOQkK.jpg

nobKSTl.jpg

9gvkAfB.jpg

lIhfczh.jpg

JH2jacM.jpg

 

Docieram tutaj: https://goo.gl/maps/QsuVFYQ5VjeDPGyv6 czyli nieco ponad 100km od Alty. Jestem dosyć zmęczony bo kilkaset kilometrów za mną. Pogoda wyśmienita chociaż jest dosyć chłodno. Melduję się w recepcji i wynajmuję domek, najdroższy podczas całego wyjazdu bo za 500NOK. Za mną przyjeżdża rowerzysta, który rozbija się w namiocie. Jest widać twardszy. Każdy idzie swoją drogą. Dwa domki poniżej na werandzie też widać rower. Jego właściciel już śpi. Większość kempingu jest pusta. Domek obok  jest mnóstwo sprzętu wędkarskiego, a przy hytce buczy zamrażarka, chyba z rybami.

QHPJeqJ.jpg

6Tfr6Rg.jpg

ELwx0PB.jpg

EiHRe9f.jpg

Jem  kolację, biorę prysznic i trochę czytam. Jutro „atak szczytowy”. Do celu podróży mam ok 350km. Pogoda zapowiada się ok. Im dalej na północ tym roślinność jest skromniejsza i w zasadzie od koła podbiegunowego drzewa stopniowo zanikają.  W głębi duszy czuję podekscytowanie, że jestem tak daleko. Sam Nordkapp traktuję raczej jako marzenie i punkt do którego dążę od kilku lat. Wiem, że w Skandynawii jest wiele piękniejszych miejsc, ale ten półwysep ma coś w sobie co przyciąga i nakręca do jazdy. W głowie rodzi się również myśl, że wyjazd powoli się kończy i najciekawsze rzeczy są za mną. Jutro pewnie będę niedaleko Finlandii. Kawał drogi za mną.

Od kilku dni mam plan dojechania do rodziny, która jest teraz nad Bałtykiem na wakacjach i spędzenia razem kilku dni. Żeby się wyrobić muszę trochę podciągnąć do przodu. Plan jest taki aby z północy jechać wzdłuż Bałtyku do Nynasham na prom do Gdańska.

Zasypiam szybko. Jutro przede mną dużo km.

21.08.2019 Budzę się wcześnie rano. Widzę, że czuję się nieźle nakręcony aby jechać. Idę po wodę i widzę sąsiada rowerzystę. Jedzie z Włoch. Przez Polskę też jechał. W drodze jest kilka dni. Do celu ma jeszcze minimum 2-3 dni. Robi na mnie wrażenie. Pełen minimalizm: rożek pod ramą , rożek pod siodłem i plecak do tego bidon z piciem. Nie wiem jak on to robi. Może złota karta? Szacunek, że dojechał tu o własnych siłach. Podróż motocyklem jest jednak łatwiejsza.

Ubieram na dzisiaj specjalną koszulkę:

XWgOvUD.jpg

 

Ruszam po śniadaniu przed szóstą. Po kilku kilometrach spotykam pierwsze renifery. Robię kilka zdjęć, ale później spotykam je na każdym kroku. Większość jest chyba udomowiona lub po prostu czyjaś. Na szyjach mają obroże i dzwonki. W ogóle nie boją się aut. To kierowcy muszą na nie uważać.

TRICKh8.jpg

h8YU13z.jpg

kuk1Q3z.jpg

mhNSK9U.jpg

0xrF2XZ.jpg

 

Do Alty docieram ok 8, leję paliwo pod korek bo gdzieś czytałem, że dalej nie ma stacji. Z tego co pamiętam to jedna jest w Olderfjord. Mimo wszystko na północy lepiej zatankować jak się widzi stację. Ja nie mam pod tym względem najgorzej bo tenera daje zasięg grubo powyżej 500km. Drugie dzisiaj tankowanie planuję również w Alcie w drodze powrotnej.

A2skTYj.jpg

Droga na półwysep przebiega spokojnie. Nie ma wielkiego ruchu ale trzeba uważać na renifery, które pałętają się po drodze. Od Olderfjord pojawia się wiatr, ale nie ma dramatu. Po drodze jest kilka tuneli, niektóre dosyć wąskie. Przede mną autobus ledwo mija się z ciężarówką. Kilka razy się zatrzymuję na zdjęcia.

0JUg59E.jpg

OsF9eju.jpg

mhpB3Yk.jpg

wvLFNoy.jpg

a6alkAH.jpg

tKcj65e.jpg

 

 W końcu docieram do celu. Kupuję bilet i wjeżdżam na parking. Pani w kasie pyta ile dni i skąd jadę. Dzisiaj mija dziewiąty  dzień mojej podróży. Wynik nie najgorszy.

Robię kilka zdjęć, trochę odpoczywam. Pogodę mam wymarzoną: na niebie nie ma ani jednej chmury. Temperatura +9stpni.  Dzisiaj jadę w bieliźnie, polarze i podpince. Zawsze sobie wyobrażałem, że mój Nordkapp będzie w deszczu i wietrze, a tu słońce i widoczność na morze Barentsa. Globus zdobyty.

Nf7XMC2.jpg

K8ObeNw.jpg

u4992eO.jpg

4JnQkgD.jpg

 

Kupuję kilka pamiątek dla bliskich i powoli się zbieram na południe. W sumie na miejscu spędzam niecałe dwie godziny.

7cFlkco.jpg

wb4GoAh.jpg

 

W oddali od strony lądu widzę chmury i od Olderfjord do Alty jadę w deszczu, który nie robi na mnie wrażenia. W Alcie przy stanie ok 480km zapala mi się „f-trip”, co oznacza że w zbiorniku mam 5,7l paliwa. Tenera t jednak potrafi zaskoczyć. Tankuję, robię zakupy i chwilę odpoczywam. Czuję już zmęczenie bo za mną prawe 600km. Piję redbula i zjeżdżam w kierunku Szwecji drogą 45. Początkowo jadę lasami, zaczynają się łosiowiska, później kawałek całkiem ładnym kanionem, pomiędzy górami i zaczynają się równiny. Długie nudne proste, wokół jeziora i bagna. Słońce  schodzi coraz niżej. Prędkość przelotowa to ok 100km/h, na drodze nikogo nie ma. Aż w końcu na poboczu widzę klempę która się czai aby wskoczyć na drogę. Postanawiam, że na dzisiaj wystarczy jazdy.

mMOHDqF.jpg

DCSrMq4.jpg

 

Zjeżdżam na przydrożny parking: https://goo.gl/maps/UBdZGtZzxnY6HFrW9 Warunki wydają się wymarzone na rozbicie namiotu. Na parkingu stoją dwa kampery na niemieckich blachach. Wyciągam namiot i szybko go rozbijam. Grunt miękki więc nie ma problemu z wbijaniem śledzi. Po chwili zlatują się komary i meszki… Namiot zwijam w niecałą minutę i jadę dalej. Nie zabrałem nic na komary bo gdzieś przeczytałem w czyjejś relacji słowa: w Norwegii nie spotkaliśmy ani jednego komara. Dzisiaj wiem, że są, na równinach jest ich pełno. Gorsze są chyba te małe meszki. Pokąsały mnie okrutnie.

Mam już naprawdę dosyć na dziś, za miejscowością Maze znajduję nocleg: https://goo.gl/maps/wDRsYvEBdMawEgv1A Domek za 450 NOK ratuje mnie przed komarami. Na kempingu nikogo nie ma ale jest telefon, więc kilka minut po rozmowie przyjechała pani właścicielka. Po pół godziny przyjeżdża rodzina z Finlandii i nie jestem już sam. Wydaje mi się, że widziałem ich na Nordkapp.

BZ47umJ.jpg

 

Analizuję moje położenie i wygląda na to że do promu mam jeszcze  trzy dni jazdy. Nie ma szans abym dał radę szybciej i zdążył na prom. Kupuję bilet do Polski. Tym razem na bogato: kajuta, śniadanie i kolacja. Rejs długi, więc nie mam ochoty spać w fotelach lotniczych ani koczować na promie.

Dzisiejszy dzień mnie wykończył. Zaraz po kolacji zasypiam jak dziecko

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

22.08.2019 Budzę się wyspany. Moi sąsiedzi też już na nogach, pakują bagaże do auta. Zjadam śniadanko, sprzątam domek, pakuję kufry i jadę w kierunku Finlandii. Po drodze łapię na siebie mały deszcz, ale nie ubieram przeciwdeszczówki bo widać że chmurę mijam bokiem.

1JD3XFJ.jpg

 

Granicy można nie zauważyć bo na poboczu stoi tylko tablica Finland. Krajobraz niewiele się zmienia, równiny i niekończące się proste.

np3mY5f.jpg

 

W jednym z miasteczek, chyba w Mounio starsza pani wymusza na mnie pierwszeństwo. Całą sytuacja dosyć mnie rozśmieszyła bo zdarzenie miało miejsce na ograniczeniu do 30km/h J. Pani nawet nie zauważa, że wyjechała z podporządkowanej drogi.

W Pello przekraczam granicę i jadę dalej przez teren Szwecji. Droga nudna, cały czas lasy i zero zakrętów. Po drodze kilka razy się zatrzymuję.

vLBQBJs.jpg

ZZiYd1J.jpg

QZB6bBA.jpg

yDQAyi6.jpg

Dojeżdżam do drogi nr E10 i później E4, którą będę jechał aż do Sztokholmu. Pod koniec dnia czując zmęczenie zjeżdżam z czwórki na kemping: https://goo.gl/maps/VwAqrRBp6QarDZC1A i wynajmuję ostatni podczas wyjazdu domek. Ten był świetny. Wyglądem przypominał bardziej chatkę hobbitów. Wejście o wysokości ok 1,3m. Sam kemping to raj dla wędkarzy. Większość mieszkańców zaopatrzona w odpowiedni sprzęt. Umawiam z panią z recepcji gdzie mogę zostawić klucz od domku, gdyby rano jeszcze nikogo nie było. Jako, że słońce jeszcze świeci postanawiam wysuszyć trochę namiot.

ZhcZQHL.jpg

vEFl9nN.jpg

H8k3npZ.jpg

UIjKXqE.jpg

 

Ależ tu muszą być ryby. Wieczorem co chwilę jakaś wyskakuje z wody łapiąc owady. Często na wysokość ok metra! Dzisiaj już wiem, że dalsza droga będzie nudna. Czwórka coraz bardziej przypomina autostradę. Przede mną tylko nawijanie kilometrów. W głowie trochę mnie niepokoi przejazd przez Sztokholm. Muszę przebrnąć przez całe miasto a GPS nie ma routingu, ale to dopiero po jutrze.  Zakładaną na dzisiaj odległość przejechałem. Jutro jeszcze musze  trochę przydusić tak aby ostatniego dnia dojechać bez ciśnienia do portu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

23.08.2019 – Wyjazd przed 9. Klucz zostawiam w umówionym miejscu i jadę w kierunku Sztokholmu. Dzień nudny.

bxTq0nA.jpg

 

Po jakimś czasie zaczyna padać, po południu odpuszcza i wychodzi słońce. Dojeżdżam do kempingu: https://goo.gl/maps/Wv5XT49zZgLmGJBM9 . Niestety nikogo nie ma. W budynku za przeszklonymi drzwiami jest tylko psisko. Nie bardzo mam ochotę jechać dalej więc czekam cierpliwie i po chwili wracają właściciele. Dzisiaj śpię w namiocie. Ostatnia moja noc w Skandynawii podczas wyjazdu. Po kolacji chwilę czytam. Książka mi się kończy i wygląda na to, że na promie ją skończę.

2u45gdX.jpg

XkKc2xJ.jpg

JGJqIV9.jpg

Na kempingu jest kilka kamperów z Niemiec, dwa domki zasiedlone. Ogólnie pusto. Przed snem uczę się przejazdu przez Sztokholm z googla. Komarów już niewiele.

 

24.08.2019 – Ostatni skandynawski dzień. Ruszam dosyć późno bo ok 10. Mam spory zapas czasu na który zapracowałem przez najbliższe dni.

KuuIeVs.jpg

TGcGwKy.jpg

DbFSeey.jpg

 

Ruch drogowy w miarę dojazdu do Stolicy jest coraz większy. Mam wrażenie, że Szwedzi jeżdżą znacznie szybciej niż Norwegowie. Sztokholm przejeżdżam nawet sprawnie. Po jakimś czasie pojawiają się drogowskazy na Nynasham i nie mam większych problemów z trafieniem. Za Sztokholmem mijam wypadek. Cała nawierzchnia z oleju napędowego. Wygląda że nic drastycznego się nie stało ludziom. Pewnie za chwilę zamkną ruch.

Do Nynasham docieram trochę przed czasem. Robię zakupy w Lidlu i pierwszy raz zabieram ze sobą kask. Zawsze podczas wyjazdu poza Polską  zostawiałem go na motocyklu. Na parkingu sporo polskich samochodów. W Lidlu obsługa ciemnoskóra, na ulicach niewielu Szwedów. Wcinam bułkę i jadę do portu.

NWEDho0.jpg

lGUfmN1.jpg

ZqQbhIK.jpg

 

Odbieram bilety na prom. W kasie polska obsługa i dociera do mnie że na żywo po polsku nie rozmawiałem przez prawie dwa tygodnie.

Dzisiaj od rana jadę bez membrany, wywietrzniki odpięte. Pierwszy dzień kiedy w ogóle nie padało. Jest ciepło, a w zasadzie gorąco.

Kolejka do promu jest długa, ale obsługa każe jechać motocyklom pod samą bramę. Wjedziemy jako pierwsi.  W sumie są trzy motocykle: ja, para z Grecji na dużym GS oraz Niemiec na HD. Grecy oklejeni nalepkami skąd tylko się da. Jadą do domu ale w Polsce chcą zwiedzić Malbork i pokręcić się po Mazurach. Chwilę rozmawiamy. Niemiec stoi na uboczu i nie wykazuje zainteresowania.

W końcu wjeżdżamy na prom. Obsługa mocuje motocykle i można się zaokrętować. Zabieram kilka rzeczy ze sobą, odbieram  woucher na obiad i śniadanie. W kajucie jest nas trzech. Jeden marudzi, że mydła nie ma w łazience i że chyba będzie spał gdzie indziej. Drugiego mojego towarzysza spotykam dopiero wieczorem. Chłopak jest z Wielkiej Brytanii. Też jedzie na motocyklu, ale wjechał prawie jako ostatni pojazd i prawie się spóźnił. Podróżuje już kilka miesięcy. Rzucił pracę i póki ma kasę jedzie.  Nie ma między nami większej chemii.

G9IL4Uu.jpg

O0tdjUI.jpg

ftZPMHX.jpg

Gqodsfs.jpg

Jem kolację. Dawno nie jadłem prawdziwego posiłku. Chwilę oglądam TV, trochę kręcę się po promie i idę spać.

25.08.2019 – jem śniadanie, kończę czytać „Nanga dream” i zabijam czas zwiedzając prom.

VRRG1p3.jpg

ylzEaHB.jpg

Hel widziany od strony morza:

iFafUbh.jpg

Na polskiej ziemi staję zgodnie z rozkładem. Pierwszą rzeczą jaką muszę zrobić to zatankować. Na dzisiaj mam ok 100km do Kopalina. Tam czeka na mnie ukochana żona i córeczka.

Droga przebiega słabo pełna korków i utrudnień w końcu to jeszcze wakacje. Przebijam się przez Trójmiasto i jestem coraz bliżej celu. W końcu docieram do bliskich.

Nad Bałtykiem spędzamy jeszcze trzy dni. Pogoda była rewelacyjna.  Nawet mnie nie kusi aby pojeździć po okolicy motocyklem.

To już nasze wybrzeże:

nxQJi9n.jpg

28.08.2019 pokonuję najgorszy odcinek mojej podróży bo wśród polskich ułanów drogowych. Jednak przywykłem do przewidywalnego ruchu skandynawskiego. Temperatura podczas powrotu grubo powyżej 30 stopni. Do domu robię 758km. A1, A2, S8 i Kotlina Kłodzka. Mam naprawdę dosyć. Do domu docieramy cało i zdrowo. Ja na motocyklu,  a żona z córką i teściową autem.

VOSa4Q9.jpg

Podsumowanie:

Przez te dwa tygodnie zrobiłem 6800km. Opon wystarczyło: przód wygląda całkiem dobrze, tył niedługo się skończy. Motocykl jak zawsze sprawdził się znakomicie. Tenerka nie jest pożeraczem kilometrów ale dała radę i uwielbiam ją.  Taki dystans singlem,  z 48KM mocy, no cóż – da się i daje to niezłą frajdę.

Relacja była pisana z głowy ponad 3 miesiące po powrocie na podstawie wspomnień, śladu z garmina i map googla. Nie notowałem ile i gdzie tankowałem, nie pamiętam wszystkich cen. Nie ma to znaczenia. Nie planowałem zwiedzania. Na atrakcje typu: pulpitrock, trolltunga itp.  zostawiłem sobie na wyjazd innym środkiem lokomocji.

Podczas wyjazdu miałem jeden dzień bez deszczu w Skandynawii i jeden dzień podczas powrotu przez Polskę. Poza tym codziennie dostałem trochę wody: od kilki minut do kilku godzin. Z tego co pamiętam to najdłuższym dystansem w ciągłym deszczu było ok 300km. Trzeba się odpowiednio nastawić i jechać do przodu. Asfalty w Norwegii są różnej jakości. Czasami rewelacyjne, czasami trochę gorsze. Powierzchnia dość ostra za to świetna podczas deszczu. Sam nie wiem czy wierzyć w teorię  „zjadania opon” zrobiłem kawał drogi, obładowanym motocyklem. Opona mogła się zużyć, szczególnie przy szerokości 130. Metzeler tourance załatwiam w ok 10tys. km.

Motocykle są uprzywilejowane bo w tunelach i na autostradach nie płacą.

Samotny wyjazd – jak dla mnie super. Nie czułem nigdy jakiegoś zagrożenia. Samotność daje możliwość zmierzenia się z samym sobą, motywuje, dodaje pewności siebie. Jeżeli ktoś się zastanawia to polecam. Z czasem doskwiera tęsknota za rodziną. Telefon, whatsup, messenger trochę pomagają. Na wyjazd nie zabierałem SPOTa, z uwagi na nieaktywny abonament. Umówiłem się że będę wysyłał żonie w miarę możliwości pozycję z lokalizacją GPS.

Norwegia to przepiękny kraj. Ludzie są przyjaźni i lubią Polaków.  Ceny są wysokie ale trzeba się przyzwyczaić i nie przeliczać na złotówki. Noclegi w hytach to dobra alternatywa dla namiotu, szczególnie przy wyjeździe grupowym. Ja korzystałem jak było mokro, zimno albo nie było woli spania na ziemi. Mój wyjazd był dosyć budżetowy i większość jedzenia miałem ze sobą. Orzechy i suszone owoce też są dobrą przekąską uzupełniająca kalorie. Zabrałem trochę za dużo gazu, ale nie zakładałem, że będę używał kuchenek elektrycznych w hytach lub na kempingach.

Przez cały wyjazd płaciłem tyko kartą. Na kempingach z prysznicami na monety za monety płaciłem kartą. Płatności na promach również kartą. Stacje wyłącznie samoobsługowe. Po powrocie trochę mi tego brakowało.

Z błędów taktycznych jakie popełniłem to przede wszystkim brak środka na komary. Jak już mnie pokąsiły to było za późno na zakupy… Ukąszenia po komarach i meszkach swędziały mnie jeszcze przez kilka kolejnych tygodni. Naprawdę dokuczliwe.

Poza tym myślę, że byłem w miarę przygotowany. Tutaj chyba dobrą szkołą była Islandia, gdzie dostałem porządnie w skórę.

 

Dziękuję mojej Ani za wsparcie i podsycenie marzenia o wyjeździe, no i za przejęcie wszystkich obowiązków domowych na czas mojego wyjazdu. Bez niej nigdzie bym nie pojechał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękny wyjazd, dzięki za relację! My planujemy tamte rejony w lipcu przyszłego roku, trochę mnie zniechęca ta pogoda ale za to białe noce kuszą [emoji846]

Share this post


Link to post
Share on other sites

Świetna relacja, zachęca do odwiedzenia tamtych rejonów.

Dziękuję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za fajną relację.

Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cześć Marulin, chciałbym serdecznie podziękować za genialną relację, tym bardziej bliską mojemu sercu, że sam się w lipcu wybieram na taką samotną wycieczkę (między nami mówiąc mam niezłą tremę [emoji6]).
Miałbym uprzejme pytanie: jakie dzienne przebiegi miałeś? Czy założenie 500km nie będzie przesadą w warunkach skandynawskich?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Da rade zrobić. My mieliśmy średnią około 600km dziennie (zasadniczo 14 dni).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękuję za mile komentarze.

 

Do do przebiegów to robiłem od 200km do ponad 700km. Na północy dostaje się powera. Jeśli nie nastawiasz sie na zwiedzanie to spokojnie 500km dziennie da się zrobić.

Zostaw sobie dzien lub dwa luzu na nieprzewidziane historie.

 

Wysłane z mojego SM-G970F przy użyciu Tapatalka

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...

Important Information

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.