Jump to content
Sign in to follow this  
PawełS

Maroko 2016

Recommended Posts

Czas szybko leci. Minął już miesiąc od naszego powrotu z naszej kolejnej motowyprawy do Królestwa Maroka. Pragnę przedstawić Wam moją skromną relację z tej niesamowitej wyprawy.

 

Prolog

 

Tym razem nasza ekipa składała się z osób, które pierwszy raz postanowili z nami wyruszyć w podróż. To oznaczało, że będziemy mieli przyjemność poznania się w czasie naszej afrykańskiej przygody. Uczestnicy tradycyjnie przylecieli do Malagi, skąd zawsze rozpoczynamy naszą marokańską motowyprawę. Tym razem nasi współtowarzysze przylecieli wcześniej od nas i mogli parę godzin poświęcić na zwiedzenie Malagi.

 

34phmvl.jpg

 

1zewj84.jpg

 

25jy1rk.jpg

 

Późnym popołudniem po dojechaniu do hotelu bardzo szybko wypakowaliśmy motocykle i bagaże. Widać było, że energia rozpiera chłopaków i są głodni jazdy …

 

10z2tlf.jpg

 

Wieczorem przy piwku zrobiliśmy odprawę gdzie uzgodniliśmy wszelkie zasady bezpiecznej jazdy w grupie oraz sprawdziliśmy przygotowane wcześniej dokumenty wjazdowe do Królestwa Maroka. Każdy otrzymał dzienne rozpiski trasy oraz komplet naklejek motowyprawowych  :ekstra .

 

121tun7.jpg

 

Nie posiedzieliśmy zbyt długo ponieważ każdy chciał rano być jak w najlepszej formie. Przecież następnego dnia mieliśmy przeprawić się na inny kontynent gdzie wszystko wygląda, pachnie i smakuje inaczej ;).

 

Dzień 1 – niedziela (290km)

 

Wieczorem umówiliśmy się o godzinie 8.00 w hotelowej restauracji na śniadaniu. Należy pamiętać, że na południu Hiszpanii słońce wstaje około 1,5 godziny później niż w naszym kraju. Mocno się zdziwiłem jak o świcie zobaczyłem krzątających się na parkingu ludzi przy naszych motocyklach … Okazało się, że to byli członkowie naszego teamu, przygotowujący się do startu! Normalnie szok … pomyślałem, że spać nie mogą albo przeżywają podróż podobnie jak ja  :) . Oznaczać to mogło jedno … ekipa jest bardzo zdyscyplinowana :) . To dobrze rokowało na kolejne dni. Po obfitym śniadanku przebraliśmy się w zbroje i dosiedliśmy nasze objuczone osiołki ;).

 

22izuu.jpg

 

Po 9-tej ruszyliśmy w kierunku portu w Algeciras. Ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu to polecieliśmy bezpłatną autostradą, która obfituje w liczne ronda. Tak, tak …. w Hiszpanii są autostrady płatne i bezpłatne. Te darmowe bywają ciekawe ;). Do portu dojechaliśmy po niecałych 2 godzinach, podziwiając po drodze malownicze wybrzeże Costa del Sol.

 

2la37k4.jpg

 

Gdy ekipa przygotowywała się do wjazdu na prom, my z Kasią załatwiliśmy wszelkie formalności związane z przeprawą.

 

bgrcxu.jpg

 

Niestety okazało się, że prom jeszcze nie wrócił z Maroka i ma „lekkie” opóźnienie. Pomyślałem … zaczyna się ;) . Hiszpanie to nie Niemcy … często mam wrażenie, że u nich sjesta trwa przez cały dzień. Wolny czas wykorzystaliśmy na ostatnie rozmowy z rodziną. Po dobrej godzinie oczekiwania wjechaliśmy jako pierwsi na prom. Taki przywilej  mają tylko motocykliści. Po zaparkowaniu w wyznaczonym miejscu udaliśmy się na górny pokład. Niestety na promie nie było windy. Musieliśmy pokonać wiele schodków z bambetlami w ręku … jednak na górze był piękny widok i jeszcze sporo miejsca.

 

rw1gn9.jpg

 

Tym razem odprawę paszportową uruchomiono praktycznie tuż po wypłynięciu z portu. Zajęliśmy strategiczne pozycje i już po 30 minutach mieliśmy wbite numerki policyjne, które w tym kraju są bardzo ważne. Pozostałą część 1,5 godzinnej podróży spędziliśmy na podziwianiu widoków opuszczanej Europy i góry Tarika wznoszącej się nad Gibraltarem. Oczywiście nie zapomnieliśmy również o najważniejszych zakupach. Maroko to kraj muzułmański gdzie bardzo trudno dostać alkohol. Na promie zaś zestaw przetrwania składający się z dwóch litrowych butelek „balasia” kosztuje tylko 20 euro. Normalnie raj  :). Powinno wystarczyć do Marrakeszu. Tak zaopatrzeni po dopłynięciu do brzegu Afryki zjechaliśmy z promu i udaliśmy się na odprawę celną. Tanger Med to nowoczesny port. Nie trzeba walczyć ze zgrają „majfrendów” którzy za parę euro przeniosą Twoje dokumenty do okienka oddalonego od Ciebie o 2 metry  :) . Jednak tu też trzeba się orientować od którego okienka należy zacząć i komu przekazać dokumenty. Urzędników celnych jest wielu i każdy głośno gestykulując chce pokazać przyjezdnym jaki jest ważny :). Na szczęście my tradycyjnie mieliśmy przygotowane deklaracje niezbędne do wjechania z motocyklem do tego pięknego kraju. Bez kłopotów i przygód szybko przejechaliśmy granicę. W pobliskim kantorze wymieniliśmy euro na dirhamy marokańskie. Za 1 euro otrzymaliśmy około 10,8 dirhamów. 500 euro powinno wystarczyć na paliwo, jedzenie i pamiątki. Noclegi mieliśmy już wcześniej załatwione.

 

bj71qc.jpg

 

nprjhy.jpg

 

Z portu pojechaliśmy na wschód, przez okoliczne góry widoczne jeszcze z Europy.  Objechaliśmy wokoło enklawę hiszpańską w Maroko czyli Ceute. Dalej jadąc wzdłuż wybrzeża morza Śródziemnego mijaliśmy kolejne nadmorskie kurorty.

 

2hmdoar.jpg

 

301d17o.jpg

 

W jednym z nich tuż przy małej lokalnej kawiarence zatrzymaliśmy się na marokańską miętową herbatkę, która jest niesamowicie słodka i aromatyczna. Ten napój będzie nam towarzyszył już do końca naszej podróży.

 

vqr6lh.jpg

 

3502jix.jpg

 

Droga wzdłuż wybrzeża jest niesamowita. Obfituje w wiele zakrętów oraz zapierających dech widoków.

 

f3c5l2.jpg

 

Po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów odbiliśmy na południe. Natychmiast ukształtowanie terenu zaczęło się zmieniać. Oznaczało to, że wjechaliśmy w góry Rif, które ciągną się wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego od Cieśniny Gibraltarskiej do doliny rzeki Wadi Muluja. Na południu opada ku nizinie Gharb. Najwyższy szczyt to Dżabal Tidighin, który wznosi się na 2456 m n.p.m..

 

2i915dl.jpg

 

2ms4q9u.jpg

 

jhejqh.jpg

 

Po południu dojechaliśmy do „błękitnego miasta”. Chefchaouen przyciąga wielu turystów ze względu na charakterystyczną architekturę - domy o błękitnych fasadach oraz niesamowity klimat. Niektórzy twierdzą, że to jest marokańska stolica produkcji marihuany  :).

 

1180ebd.jpg

 

Te miasto zawsze robi wrażenie na wszystkich uczestnikach naszych motowypraw.

 

oixdzl.jpg

 

Zaparkowaliśmy motki na wcześniej przygotowanym specjalnie dla nas parkingu.

 

2cn8km9.jpg

 

Hotel z widokiem na starą medinę znajdował się tuż obok.

 

2qnxel5.jpg

 

15qvngh.jpg

 

Humory dopisywały.

 

9sxdfa.jpg

 

Po szybkiej rejestracji i wręczyłem chłopakom klucze od ich apartamentów. Po odświeżeniu, zostawiliśmy nasz hotelik i ruszyliśmy poczuć klimat tego starego arabskiego miasta :).

 

54glg9.jpg

 

Niestety zaczęło robić się późno i medinę zwiedziliśmy już po zmroku.

 

9zz8g.jpg

 

155ibea.jpg

 

2dc8z85.jpg

 

etw290.jpg

 

143ead.jpg

 

Jednak handel nadal kwitł. Tu chyba nie obowiązują godziny otwarcia i zamknięcia  :). Mimo wszystko nie zauważyliśmy z tego nie zadowolonych lokalesów.

 

9hjubb.jpg

 

17wgt3.jpg

 

Na tarasie jednej z ulubionych przeze mnie knajpek zjedliśmy naszą pierwszą marokańską kolację. Na talerzach królował tadźin czyli duszone w glinianym naczyniu warzywa z wybranym mięsem. Do wyboru była wołowina lub drób. Niektórzy zamówili kuskus ... który okazał się smakowitym wyborem.

 

2ui9g6e.jpg

 

Najedzeni udaliśmy się do hotelu gdzie jeszcze przy szklaneczce rozweselacza zakończyliśmy pierwszy dzień na afrykańskim kontynencie  :).

 

3d6k3.jpg

 

CDN …

Ważne informacje:

1. W południowej Hiszpanii słońce wstaje i zachodzi Ok. 1,5 później niż w Polce.
2. W Maroko zmieniamy strefę czasową. Czyli dodajemy 1 godzinę do czasu polskiego.
3. Wjeżdżając do Maroko musimy posiadać oprócz paszportu również zieloną kartę.
4. Maroko to muzułmański kraj, w którym bardzo ciężko kupić alkohol. Dlatego należy kupić wcześniej jego zapas. Najtaniej jest na promie w strefie bezcłowej.
5. Walutę (euro lub dolary) można wymieniać w kantorach lub bankach, których nie brakuje w większych miejscowościach.

 

CDN ...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 2 – poniedziałek (260km)

 

Rano spotkaliśmy się na śniadaniu. Wszystkim udało się wstać wcześniej i w spokoju skonsumować słodki posiłek. W Maroko śniadania są bardzo energetyczne. Dominują dżemy i naleśniki. Dla nas to jest zawsze trudna próba. Każdy tęsknym wzrokiem wyszukiwał na małych talerzykach choć odrobiny mięsa. Niestety tu tego nie ma co oczekiwać … Najedzeni i spakowani udaliśmy się na parking gdzie dzielny ochroniarz czuwający całą noc oczekiwał nas z niecierpliwością .

 

29kuf5f.jpg

 

Pożegnaliśmy urokliwe błękitne miasto i skierowaliśmy się na południe. Po ponad 20 kilometrach odbiliśmy w lewo w bardzo krętą i widokową drogę, która wije się przez duży obszar gór Rif.  Takie dróżki zawsze obfitują w ciekawe miejsca i zapierające dech krajobrazy.

 

2s6v8s8.jpg

 

Tych zakrętów było bardzo wiele, a ruch żaden. To chyba jest jasne ale takie miejsca uwielbiamy. Tu można naprawdę się odprężyć. Połykaliśmy zakręty jeden za drugim. Początkowo jechaliśmy pod górę aby później zaliczyć długi zjazd na końcu którego wjechaliśmy do większej wioski, w której akurat odbywał się targ.

 

16kcm14.jpg

 

Wykonaliśmy kilka fotek, kupiliśmy charakterystyczne płaskie chlebki oraz kilka melonów na zbliżający się posiłek.

 

1607q7m.jpg

 

1zwi52t.jpg

 

2vx4ylu.jpg

 

fxgcpf.jpg

 

Przy okazji brataliśmy się również z tubylcami.

 

1zcpwg3.jpg

 

Po przejechaniu przez ciasne targowisko gdzie akurat odbywał się handel, skierowaliśmy nasze maszyny dalej na południe. Krajobraz zmieniał się. Był bardziej płaski i nie obfitował już tyloma zakrętami. W pewnym momencie ukazała się gigantyczna tama usypana z ziemi z widocznym napisem w języku arabskim zachwalającym Króla, Boga i Ojczyznę. Dojechaliśmy do największego sztucznego zbiornika w Maroko czyli El Wahda Dam.

 

azfo1z.jpg

 

Tam zjedliśmy własnoręcznie przygotowany lunch z tego co przywieźliśmy z kraju. Oznacza to, że apetyt zaspokoiliśmy ulubioną wieprzowiną. Do tego podano własnoręcznie zaparzoną w Krzyśkowej kafeterce kawę, a na deser soczystego melona.

 

xacyp.jpg

 

Dalej skierowaliśmy się w stronę rzymskich ruin w Volubilis.

 

20sem41.jpg

 

Robiło się coraz bardziej płasko. Zostawiliśmy za sobą góry Rif.

 

2zofdig.jpg

 

2requkk.jpg

 

Do Volubilis dotarliśmy po południu. Czasu nie było zbyt wiele. Dlatego szybko opłaciłem parking i zakupiłem bilety wstępu.

 

2lm2syq.jpg

 

Dziewczyny zdecydowały się zostać przy motkach i odpocząć w cieniu drzew, a my udaliśmy się do starożytnego miasta.

 

wak2yo.jpg

 

ir5oux.jpg

 

Jest to miejsce, którego absolutnie nie można ominąć. Znajdują się tutaj największe i najlepiej zachowane w Maroku i całej Północnej Afryce ruiny rzymskiego miasta z przełomu II i III w. Historyczne dziedzictwo tego miejsca zostało docenione, poprzez wpisanie go w roku 1997 na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

 

168eyva.jpg

 

ejga41.jpg

 

et5yl5.jpg

 

95mn34.jpg

 

Po dobrej godzince wróciliśmy do naszych Pań i motocykli. Do Fez gdzie był tego dnia przewidziany nocleg nie mieliśmy już wiele kilometrów. Dlatego wybrałem mój ulubiony skrót, który nie jest zbytnio uczęszczany nawet przez tubylców.

 

2hygenk.jpg

 

Pojawiły się ponownie fajne zakręty …

 

aoqh54.jpg

 

I również nie zabrakło pięknych widoków.

 

330hfsi.jpg

 

Do Fezu dawnej stolicy Maroka o ponad tysiącletniej historii dotarliśmy przed wieczorem. Po przejechaniu wzdłuż murów Medyny wjechaliśmy na hotelowy parking.

 

2mdjtkz.jpg

 

Mieszkaliśmy tuż obok bramy Bab Bou Jeloud. Jednego z symboli Fezu. Oznaczało to, że nie będziemy musieli daleko iść aby poczuć klimat starego arabskiego miasta. Niestety rozpakowanie i odświeżenie  zajęło nam zbyt wiele czasu. Dodatkowo kilku naszych współtowarzyszy poszukiwało po drodze kart prepaidowych do Internetu i do mediny dotarliśmy już po zachodzie …

 

2rfvy10.jpg

 

Mimo wszystko ruch był spory. Tu się handluje chyba całą noc.

 

343qcet.jpg

 

10ncgsz.jpg

 

2n7pd6u.jpg

 

Przeszliśmy kilka uliczek. Rozejrzeliśmy się po kilku miejscach i wróciliśmy pod bramę gdzie umiejscowiło się kilka polecanych knajpek. Na tarasie jednej z nich zajęliśmy miejsce. Okazało się, że nawet mają piwo. Jak szybko zmienia się ten kraj … Zamówiliśmy od razu po sztuce w oczekiwaniu na menu. Po wypiciu kilku piw i zjedzeniu kebaba udaliśmy się do hotelu gdzie na jego dachu podziwiając nocne widoki wypiliśmy kilka drinków wspominając miniony dzień.

 

CDN …

 

Ważne informacje:
1. Wiele dróg mniej uczęszczanych zwłaszcza w górach są pokryte kurzem i opony potrafią tracić na nich przyczepność.
2. W miejscach gdzie nocujecie sprawdzajcie czy w pobliżu Waszego okna nie znajduje się meczet. Nawoływania do modlitwy są słyszane przed zachodem słońca ale również przed jego wschodem.
3. Parkingi w okolicy atrakcji są płatne. Zazwyczaj za motocykl płaci się około 10-20 MAD (1-2 euro).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyta się, czyta... całkiem dobrze!

Ogląda jeszcze lepiej!

 

Dawaj dalej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyta się, czyta... całkiem dobrze!

Ogląda jeszcze lepiej!

 

Dawaj dalej.

 

Dzięki za dobre słowo ;).

Relacja się pisze pomału ...

Dodatkowo przygotowuję pokaz moich fotek, który odbędzie się w najbliższą niedzielę o godz. 20.00 w Łodzi w Pubie Iron Horse. Zapraszam wszystkich serdecznie !

 

294ibe9.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Szkoda że Łódź tak daleko...

 

Co do relacji, idealna lektura na długie, zimowe wieczory!

 

Czekam z niecierpliwością na kolejne dni!!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 3 – wtorek (480km)

 

To miał być jeden z dłuższych dni w czasie naszej marokańskiej wyprawy. Dlatego wszyscy stawili się dosyć wcześniej w hotelowej restauracji. Niestety tu zawsze obsługa potrzebuje sporo czasu na rozwinięcie skrzydeł … To ma i dobre strony. Oczekując na podanie śniadania mogliśmy spokojnie sprawdzić i odpowiedzieć na elektroniczne wiadomości. W ciszy obserwowaliśmy bardzo powolne ruchy obsługującego nas kelnera, kucharza oraz recepcjonisty. Ten Pan ma sporo talentów i zawodów  :) . Niektórzy z nas nie chcąc tracić czasu udali się na taras znajdujący się na dachu hotelu i wykonali kilka zdjęć panoramy tego historycznego miasta.

 

14e42kn.jpg

 

2evdxyt.jpg

 

Po pewnym czasie otrzymaliśmy wyczekiwane śniadaniowe. Tradycyjnie bardzo słodkie. Zjedliśmy je dosyć szybko i po spakowaniu, ruszyliśmy w stronę popularnych wśród turystów garbarni.

 

n4xqnl.jpg

 

Ta atrakcja turystyczna znajdowała się po drugiej stronie Medyny. Dlatego postanowiliśmy podjechać tam motocyklami. Zaparkowaliśmy tuż obok murów starego miasta na prowizorycznym parkingu. Oczywiście po chwili pojawiło się kilku majfrendów robiących wrażenie, że to oni obsługują ten „parking”  :).

 

16bbx90.jpg

 

Dodatkowo jeden z nich oświadczył, że jest przewodnikiem i to w dodatku licencjonowanym Nawet czymś tam nam pomachał przed oczami … Ciężko było się go pozbyć. Niestety do garbarni nie ma oficjalnego dojścia. Aby je zobaczyć, należy wiedzieć w którym budynku jest sklep z widokiem na te nie zbyt ładnie pachnące miejsce. Nasz przewodnik pokazał nam drogę do owego przybytku …

 

rwkolk.jpg

 

Przy samym wejściu smutny człowiek bez pytania wręczył każdemu z nas gałązkę świeżej mięty. Wiedziałem o co chodzi ale pozostali poczuli to dopiero na wyższej kondygnacji. Smród był okropny i duszący … Oczywiście przechodząc przez kolejne pomieszczenia sklepu musieliśmy udawać choć niewielkie zainteresowanie ich skórzanymi produktami  :) .

 

2mebkpg.jpg

 

Na najwyższym poziomie znajdował się duży taras, z którego można było podziwiać farbiarnie. Są rozpostarte obok siebie, niczym plastry miodu. Rzędy stągwi wypełnione są  kolorowymi mieszankami. Zakłady wykorzystują naturalne barwniki m.in. na bazie henny, mięty, czy szafranu. Mieszanka danego barwnika i gołębich odchodów (stosowanych w celu zmiękczenia skór jagnięcych czy wielbłądzich) udeptywana jest przez mężczyzn w krótkich spodenkach, a sam zawód farbiarza jest dziedziczny i dobrze płatny lecz bardzo ciężki oraz wymagający dużego, codziennego wysiłku.

 

207l4k1.jpg

 

24f0741.jpg

 

2rzq3q9.jpg

 

2nlekqc.jpg

 

Na koniec wykonaliśmy wspólną fotę i jak najszybciej ewakuowaliśmy się z tego zapachowego Armagedonu …

 

2iauag9.jpg

 

Wyjechać z tej prawie milionowej metropolii nie jest łatwo. Ruch jest spory, a Marokańczycy jak na przystało na arabów nie bardzo lubią stosować się do przepisów ruchu drogowego. Za miastem krajobraz zaczął się zmieniać.

 

o94oyc.jpg

 

Zbliżając się do Atlasu Średniego, na jednym z przydrożnych parkingów spotkaliśmy makaki berberyjskie. Największe grupy tych sympatycznych małp można spotkać w Parku Narodowym Ifrane, w lasach cedrowych blisko berberskiej miejscowości Azrou.

 

259v502.jpg

 

Czym dalej na południe tym robiło się ciekawiej.

 

w9jx48.jpg

 

Nie zabrakło również wspólnych posiłków w przepięknych okolicznościach przyrody  :) .

 

e6wowj.jpg

 

2ccwjmg.jpg

 

Z każdym kilometrem wznosiliśmy się na coraz wyższe partie Atlasu Średniego.

 

cm62o.jpg

 

rjimth.jpg

 

W pewnym momencie dojechaliśmy do Wąwozu Ziz.

 

15s245t.jpg

 

2jbrx2w.jpg

 

fks7lc.jpg

 

rw3mdv.jpg

 

Utworzony został przez rzekę Ziz, która ciągnie się wzdłuż plantacji daktylowych palm. Czerwone i pomarańczowe strome skały pięknie kontrastują tu z zielonymi fragmentami krajobrazu. Kończy się on Tunelem Legionistów – wydrążonym przez żołnierzy Legii Cudzoziemskiej w latach 20′ XIX wieku.

 

2n1x2dd.jpg

 

der7gm.jpg

 

2z6vyix.jpg

 

10fal49.jpg

 

xkriu8.jpg

 

Pokonując kolejne zakręty zgubiliśmy gdzieś połowę ekipy. Na jednym z wzniesień postanowiliśmy poczekać na naszych kompanów.

 

2d76fwp.jpg

 

2nsaved.jpg

 

1zei14j.jpg

 

Okazało się, że zatrzymali się na małą sesję fotograficzną  :) .

 

imv49k.jpg

 

Na szczęście po chwili dojechali do nas.

 

sltaut.jpg

 

Ruszyliśmy dalej. Pokonaliśmy tego dnia dopiero połowę drogi. Musieliśmy się śpieszyć …

 

33yngpx.jpg

 

qy8y0g.jpg

 

Zostawiliśmy za sobą Atlas. Robiło się coraz cieplej.

 

10idto7.jpg

 

Mimo, że pejzaż się zmienił, widoki nadal były ciekawe.

 

30w5tlu.jpg

 

Już po zachodzie słońca dotarliśmy do naszego małego hoteliku w pobliżu Wąwozu Todra. Prowadzi go nasz dobry znajomy Mohammed. Wieczorem przygotował nam pyszną kolację.

 

xfapld.jpg

 

I tradycyjnie zapewnił dodatkowe atrakcje w formie śpiewów przy akompaniamencie marokańskich bębenków  :) . Było klimatycznie i bardzo wesoło …

CDN …

 

Ważne informacje:
1. Wjeżdżając w Maroko na rondo należy pamiętać, że nieważne jest ile pasów do niego prowadzi. Wszyscy ścinają je na wprost czyli nie wjeżdżajcie na nie razem z samochodem jadącym obok.
2. W dużych miastach panuje duży ruch. Najważniejszy jest klakson i nie krępujcie się go używać.
3. Marokańczycy zawsze chętnie pomogą w dotarciu do interesującego Was miejsca. Po doprowadzeniu życzą oczekują na wdzięczność w wysokości 10-20 MAD czyli 1-2 euro.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 4 – środa (263km)

 

Rano przywitała nas słoneczna pogoda.

 

124wj0h.jpg

 

Okolica była przepiękna. Mieszkaliśmy w sąsiedztwie gajów palmowych.

 

1ely6u.jpg

 

Po śniadaniu pożegnaliśmy się z Mohammedem i wykonaliśmy tradycyjną wspólną fotkę.

 

2w23rk9.jpg

 

Ruszyliśmy na północ w stronę wąwozu Todra. Słońce jeszcze nie zdążyło zbyt wysoko wzejść. Dzięki temu pięknie oświetlało wysokie na 300 metrów czerwone ściany wąskiego wąwozu przez, który prowadziła niezbyt szeroka droga.

 

2ykn7mc.jpg

 

4fy9uu.jpg

 

Było wcześnie i jeszcze nie pojawili się inni turyści. Dzięki temu mogliśmy w spokoju wykonać sesję zdjęciową.

 

23ww6jo.jpg

 

Po chwili relaksu spędzonej w tych miłych okolicznościach przyrody odpaliliśmy motki w ruszyliśmy dalej.

 

2v19j4m.jpg

 

2s8o16x.jpg

 

Na szczęście po drodze nie uświadczyliśmy więcej autobusów z grupami turystów. Droga była tylko dla nas.

 

33kx5ck.jpg

 

2elqavl.jpg

 

148p3l4.jpg

 

Widoki zapierały dech w piersiach.

 

2zz2r9z.jpg

 

11hcww2.jpg

 

Robiło się coraz wyżej i coraz chłodniej …

 

141z7n.jpg

 

i41yzd.jpg

 

Ta okolica nie obfituje w zbyt wiele wiosek. Na jednym płaskowyżu postanowiliśmy się na chwilę zatrzymać i nacieszyć oczy widokami oraz uszy ciszą jaka tam panowała.

 

96cd46.jpg

 

Tam nie ma zbyt dużego ruchu. Jeżeli już cos jechało to zazwyczaj był to jakiś środek transportu, który przewoził nie tylko ludzi ale również zwierzęta … tylko na innym pokładzie.

 

2uqy5no.jpg

 

Nieliczne wioski charakteryzowały się niską zabudową o kolorze okolicznych gór. Były idealnie wkomponowane w krajobraz.

 

35bf4eu.jpg

 

Dalej było już totalnie pusto. Przed nami pojawiła się serpentyna, która prowadziła na wysoką przełącz.

 

2ajvntx.jpg

 

Gdzie po dotarciu zachwycaliśmy się nieziemskimi widokami. Zaliczyliśmy 2750 m.n.p.m. Tu zrobiliśmy sobie dłuższy postój.

 

nqu0zk.jpg

 

2wfpkyd.jpg

 

Gdy chłonęliśmy rześkie powietrze Średniego Atlasu pojawili się pasterze z całym stadem wielbłądów, rodzinami i dobytkiem.

 

9fz1jm.jpg

 

2z4h2tw.jpg

 

ajnqf7.jpg

 

Na jednym z mułów zauważyliśmy przywiązaną dwójkę bardzo małych dzieci. W ten sposób towarzyszyły całej rodzinie. Takich widoków nie udaje zobaczyć się zbyt często.

 

2qn4bi8.jpg

 

Po serii zdjęć postanowiliśmy wracać. Ruszyliśmy tą samą drogą tylko tym razem na południe.

 

11j8bvo.jpg

 

rli179.jpg

 

j7s4g0.jpg

 

Niestety zaczęło kończyć się paliwo w dwóch „zwykłych” geesach. Na szczęście mieliśmy wiedzę, w której wiosce można kupić paliwko z „butelek” .

 

2s99j08.jpg

 

2po6z3c.jpg

 

16h2gl1.jpg

 

Po nalaniu paliwa gdy chcieliśmy zapłacić, podano nam kwotę do uiszczenia za pięciolitrowe butelki paliwa. Była oczywiście wyższa od tej na stacji co nas nie zaskoczyło. Transport, turyści … to trzeba więcej skasować. Bez wahania wręczyliśmy gotówkę uśmiechniętym młodzieńcom. Jakież zdziwienie nas dopadło gdy po chwili pojawił się starszy mężczyzna, który dosadnym głosem wypowiedział kilka kwestii do owych chłopców. Nie za bardzo wiedzieliśmy o co chodzi … Podział łupów czy co ? Obserwowaliśmy tą wymianę zdań w obco brzmiącym języku i nie wiedzieliśmy co robić … Po chwili młodzieniec odliczył pewną kwotę i obserwowany bacznie przez starszego jegomościa zwrócił nam ją … Zrozumieliśmy, że nie wezmą od nas więcej jak od wszystkich innych. Mimo wszystko chcieliśmy dać im parę dirhamów więcej za miłą obsługę lecz niestety nie przyjęli naszego napiwku. To był bardzo uczciwy starszy człowiek, który chciał nauczyć czegoś ważnego tych młodych chłopców. Miło zaskoczeni podziękowaliśmy i pojechaliśmy dalej.

 

x6eni1.jpg

 

e5pl3m.jpg

 

2a4rfoj.jpg

 

Wąwóz jadąc od północy wyglądał już zupełnie inaczej. A może to było za sprawą wschodzącego coraz szybciej słońca …

 

zvemty.jpg

 

15669m9.jpg

 

212z3ph.jpg

 

Przed wyjazdem z wąwozu i doliny Todra wykonaliśmy kolejna fotkę grupową.

 

4sduso.jpg

 

A krajobraz był niesamowity …

 

210zkp0.jpg

 

Tu podjeżdża sporo turystów. W pewnym momencie japonka zapytała czy może usiąść na motku Piekarza i zrobić sobie zdjęcie. No cóż … GTL robi wrażenie. A może to Piekarz zrobił na niej wrażenie. Co my mogliśmy z tymi naszymi geesami zaproponować. Brzydkie i brudne. Sympatyczna i uśmiechnięta Pani również nam zapozowała .

 

zvd0s7.jpg

 

Zjechaliśmy z gór i teren zrobił się płaski. Kierowaliśmy się stronę Sahary. Po kilkudziesięciu kilometrach w czasie przerwy na kawę spotkaliśmy grupę motocyklistów ze Słowenii.

 

3310xlw.jpg

 

Po kilku skierowanych do siebie pozdrowień ruszyliśmy dalej. Przejechaliśmy przez bogato zdobiona bramę w miejscowości Risani.

 

vd0hep.jpg

 

Oznaczało to, że  niebawem ukażą się nam wielkie wydmy Erg Chebbi czyli wrota Sahary.

 

zjxr9y.jpg

 

34f1mom.jpg

 

Dojechaliśmy do Merzougi. W tym miejscu zawsze następuje próba sił. Jeden z najbardziej śmiałych czyli Tomek postanowił zdobyć w dosłownym tego słowa znaczeniu pustynię.

 

k0ow2o.jpg

 

Przygotował na swój sposób motocykl. Zdjął z niego wszystko co było nie potrzebne do tej nierównej walki. Wziął spory rozpęd i na pełnym gazie wpadł w bardzo sypki piach tego niedostępnego miejsca.

 

348he1j.jpg

 

Udało mu się pokonać może 200-300 metrów.

 

mvhysw.jpg

 

Niestety powrót już nie był taki szybki i łatwy.

 

2hcdzy8.jpg

 

Ale Tomek zasłużył na wielkie oklaski. On tylko z całej ekipy pokazał chart ducha i wole walki. Brawo Tomek !!! Pozostali w tym czasie zaprzyjaźniali się z tubylcami.

 

2d0jriv.jpg

 

Po chwili odpoczynku wróciliśmy do Merzougi gdzie w znanej nam knajpce prowadzonej przez Włochów zamówiliśmy obiad. Tu na szczęście podają piwo. Europejskie piwo !!! W Afryce to rarytas.

 

33wbm8y.jpg

 

Dodam, że podawane jest zawsze w zmrożonych kuflach. No cóż … Afryka potrafi zaskoczyć.

 

fdspk4.jpg

 

To nie koniec zaskoczeń. Zjedliśmy Tadzina w oliwkach, Góral zamówił kiełbaskę z frytkami, a dziewczyny spaghetti … czyli pełen wypas !

 

311uu11.jpg

 

Do naszej kazby mieliśmy maksymalnie 2000 m. Ku uciesze kolegów droga była szutrowa czyli choć odrobinę pooffrołdowaliśmy.

 

6stleb.jpg

 

2dumav4.jpg

 

Niestety zaczęło się chmurzyć. Pogada się psuła …

 

2111b3r.jpg

 

Do kazby udało się nam wjechać tuż przed burzą.

 

nfiql3.jpg

 

4i9s7.jpg

 

Która na dobre się rozwinęła po wejściu do środka.

 

2m68wmo.jpg

 

Wieczór spędziliśmy na zajęciach muzyczno-tanecznych.

 

1zcif6u.jpg

 

CDN …

Ważne informacje:
1. Wjeżdżając w wyższe partie gór pamiętać należy o benzynie, która tam nie jest dostępna.
2. W górach mieszkają mniej zamożne osoby. Dlatego warto zabrać dla dzieci, które napotkacie na drodze, słodycze lub zeszyty, ołówki czy też kolorowe kredki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 5 – czwartek (453km)

 

Po przebudzeniu od razu sprawdziłem pogodę na zewnątrz. Już nie padało lecz było pochmurno i wietrznie. Sahara przybrała zupełnie inny wygląd. Mokre wydmy uwydatniły swoje kształty.

 

mhpox.jpg

 

Śniadanie podano w dosyć ciemnym pomieszczeniu ale z widokiem na pustynie. Było tradycyjnie słodkie aczkolwiek dodatkowo pojawiły się jajka i serek topiony.

 

2vbrgv8.jpg

 

Najedzeni skierowaliśmy się na parking aby ponownie spakować nasze osiołki.

 

2qx7spt.jpg

 

Stały niewzruszone. Burza pisakowa nie zrobiła na nich wrażenia. Szybkie pakowanie przy akompaniamencie świszczącego wiatru i ruszamy w drogę. Początkowo należało pokonać ponad kilometrowy odcinek szutrowy. Tym razem koledzy jechali spokojnie w wyznaczonej kolumnie. Po wjechaniu na asfalt, wiatr zaczął nam przypominać kto rządzi na tym pustkowiu …

 

98ddo8.jpg

 

Ciemne chmury okrasiły nas lekkim deszczykiem. Jechaliśmy na zachód gdzie na horyzoncie zaczęło się przejaśniać.

 

34isnc6.jpg

 

1z73p5t.jpg

 

Jednak po drodze napotkaliśmy ślady nocnych opadów.

 

4t8rag.jpg

 

2sbah4p.jpg

 

95pxt1.jpg

 

Po przejechaniu wąwozu Draa dojechaliśmy do Zagory. To jest klimatyczna miejscowość gdzieś na końcu świata. Ciągną tu ludzie z powodu okolicznych wydm oraz samego wąwozu.

 

2po2v7b.jpg

 

n1uvqh.jpg

 

Przy ulicy zatrzymaliśmy się aby zjeść obiad. W tym momencie wyszło słońce co nas optymistycznie nastroiło.

 

5dqan7.jpg

 

Ta skromna knajpka serwowała kurczaki z rożna. Nie mogliśmy nie skorzystać z tego dobrodziejstwa. Były super. A może tak nam smakowały gdyż mocno się stęskniliśmy za tym smakiem ?

 

21o1fp.jpg

 

Po wypiciu espresso pojechaliśmy dalej. Tym razem już bez przeciwdeszczówek.

 

eknr60.jpg

 

Po wyjechaniu z miasta mieliśmy długą 100 kilometrową prostą. Niestety po przejechaniu kilku kilometrów pojawiły się ponownie ciemne chmury na horyzoncie.

 

m9r1jq.jpg

 

Nie rokowało to najlepiej. Tu woda potrafi bardzo szybko zmieniać krajobraz. Po chwili pojawił się żywioł …

 

34yut6d.jpg

 

Woda wdzierała się na drogę, zmuszając nas do zwolnienia.

 

jz7bdf.jpg

 

2coh6yw.jpg

 

Coraz bardziej wartka rzeka o brązowym kolorze wody zaczęła nas przerażać.

 

vr3v5k.jpg

 

Z każdym kilometrem rozbiło się bardziej niebezpiecznie. Woda niosła ze sobą krzaki, kamienie, glinę … Tak naprawdę nie wiedzieliśmy po czym jedziemy.

 

2vvup8w.jpg

 

W pewnym momencie zauważyłem, że za nami pojawiła się kolejna ciemna chmura. Nie było czasu na zastanawianie się co dalej. Pozostało już tylko kilkadziesiąt kilometrów do naszego miejsca noclegowego. Trzeba było się śpieszyć.

 

saw2v6.jpg

 

1zchn9c.jpg

 

Momentami robiło się niebezpiecznie.

 

dcagcy.jpg

 

678jdl.jpg

 

ojp109.jpg

 

ka3as6.jpg

 

5buu87.jpg

 

5buu87.jpg

 

2eds6cw.jpg

 

W pewnym momencie rwąca rzeka przecięła nam drogę.

 

2dul8g2.jpg

 

Musieliśmy się zatrzymać i dokładnie zbadać sytuacje.

 

339llwz.jpg

 

264qg3s.jpg

 

Aby móc porwać się na te nie wyglądające źle wyzwanie, musieliśmy przejść nurt i sprawdzić czy nie czyha tam na nas jakaś niespodzianka.

 

6ei68o.jpg

 

54aukj.jpg

 

Postanowiliśmy odczekać kilkanaście minut, aż woda opadnie do poziomu umożliwiającego przejazd..

 

2m5gebs.jpg

 

2unvjev.jpg

 

Na szczęście ta sytuacja nie popsuła nam dobrych humorów. Miałem wrażenie, że ekipa się całkiem nieźle się bawiła i nikt nie przejął się tymi utrudnieniami.

 

29m3lft.jpg

 

29zrdk8.jpg

 

Zrobiliśmy sobie fotkę grupową i w pośpiechu opuściliśmy to miejsce mając nadzieję, że to ostatnie utrudnienie. Pozostało tylko 30 kilometrów do celu. Po drodze mijaliśmy czoło fali powodziowej. Wyglądało niesamowicie. Robiło potężne wrażenie. Woda jest olbrzymim żywiołem, który zmiata ze swojej drogi wszystko … Do naszej kazby dojechaliśmy przed zmrokiem i zbliżającym się deszczem. Wszyscy byli szczęśliwi i bardzo podnieceni tymi nietuzinkowymi wydarzeniami. Szybko rozlokowaliśmy się po pokojach aby po chwili wrócić na taras z widokiem na pobliskie koryto rzeki. Tam zaczęliśmy dzielić się wrażeniami mijającego dnia. Oczywiście aby ochłonąć musieliśmy wzmocnić się procentami. Po chwili zaczęła się kolejna ulewa. Woda płynęła z każdej strony. Dosyć szybko zapełniło się wyschnięte koryto pobliskiej rzeki. Zauważyliśmy mnóstwo migających w różne strony małych światełek wzdłuż jej brzegów. Zrozumieliśmy, że jest to spore wydarzenie dla tubylców i w ten sposób okazują radość. Woda to życie, a tu na co dzień nie ma jej chyba zbyt wiele. Gdy już na dobre rozgościliśmy się, dołączył do nas młody Berber, który nas witał. Po pewnym czasie rozmowy zamieniły się w sportowe rozgrywki. Koledzy za wszelką cenę chcieli pokazać siłę polskiej husarii i zaczęli siłować się na rękę z miłym i bardzo młodym człowiekiem. Śmiechu było co nie miara. Nawet dokładnie nie pamiętam kiedy ten wieczór się zakończył … To był długi i emocjonujący dzień.

 

CDN …

 

Ważne informacje: 
1. Opady deszczu potrafią zmienić plany podróży. Uwzględnij to w czasie planowania trasy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 6 – czwartek (478km)

 

Po nocnych opadach poranek okazał się bardzo ładny. Niebo było bezchmurne, a słońce nieśmiało zaczęło się wyłaniać zza gór.

 

11aitsj.jpg

 

Zjedliśmy śniadanie w pomieszczeniu na piętrze gdzie podziwialiśmy widok na koryto rzeki, która na szczęście znacząco obniżyła poziom.

 

2hqt6h5.jpg

 

Okolica wyglądała na spokojną i senną.

 

nyya1k.jpg

 

Nie było widać jakiegoś szczególnego przejęcia nocnymi nawałnicami. Miasteczko powoli budziło się do życia.

 

29dd35h.jpg

 

Po nocnych „zawodach” nie było łatwo spakować się. Jednak czas nas gonił . Tego dnia mieliśmy do przejechania sporo kilometrów. Po kilkudziesięciu minutach ruszyliśmy na południowy-zachód. W miasteczku, na rozjeździe dróg kilku z nas zagapiło się. Postanowili to wykorzystać stojący na poboczu Policjanci. Zatrzymali chłopaków do kontroli. My zaś musieliśmy na nich odrobinę dalej poczekać …

 

1dk6e.jpg

 

Po paru minutach dołączyli do nasojechaliśmy dalej. Na trasie było widać spustoszenie jakie wywołały opady.

 

2s0bpev.jpg

 

Trzeba było uważać gdyż na drodze królowało błoto i różnej wielkości kamienie. Za miastem było trochę lepiej. Nie zdążyliśmy się dobrze rozpędzić gdy zobaczyliśmy stojące samochody tuż przed kolejnym betonowym mostkiem.

 

2m7ahhh.jpg

 

Tradycyjnie zaparkowaliśmy motki na poboczu i poszliśmy na rekonesans.

 

2sbk8du.jpg

 

259emhx.jpg

 

Nie wyglądało to dobrze. Tym razem bród był bardzo szeroki i niestety głęboki. Świadczyły o zalane wodą słupki betonowe, które wyznaczały drogę.

 

2ut714w.jpg

 

Policzyliśmy ile ich wystaje ponad wodę. Postanowiliśmy, że poczekamy godzinę i sprawdzimy czy sytuacja poprawiła się. Doszliśmy do wniosku, że gdy woda opadnie słupków powinno być widać więcej.

 

dwqogy.jpg

 

Ten czas postanowiliśmy jakoś spożytkować. Piekarz wyjął swoją kuchnię i zaparzyliśmy dobrą kawę w Krzyśkowej kafeterce.

 

11j0oxe.jpg

 

Obserwując okolice mogliśmy zobaczyć jak tubylcy radzą sobie z takimi sytuacjami. Nie widać było u nich stresu ani paniki … Po prostu spokojnie czekali na rozwój sytuacji.

 

205e490.jpg

 

Czas uciekał, a my zaczęliśmy się niepokoić. W ruch poszły mapy … Zaczęliśmy szukać alternatywnej trasy.

 

2z5n11k.jpg

 

Po dwóch godzinach oczekiwania poziom wody nie spadł ani o centymetr.

dw9ljk.jpg

 

Postanowiliśmy zwiedzić okolice w poszukiwaniu innego przejścia.

 

23ti2oo.jpg

 

Niestety w pobliżu nie było innego mostu. Trzeba było podjąć jakieś kroki. Krzysiek i Adam na swoje nawigacji znaleźli objazd, który potwierdzili tubylcy. Na mapie też coś było widać. Niestety nie wiedzieliśmy jakiej jakości jest ta droga. Zwłaszcza jaki jest jej stan po opadach. Wspólnie postanowiliśmy, że pojedzie nasza szpica na adwenczerach czyli Krzysiek, Adam oraz Rafał i sprawdzi przejezdność tego objazdu. Pozostali musieli oczekiwać na wieści … Po nie całej godzinie zauważyliśmy wracającego Krzyśka.

 

1j3f3a.jpg

 

Gdy podjechał wszyscy go okrążyli aby wysłuchać jego opinii. Opowiedział nam jak wygląda ów objazd. Okazało się, że jest kilka krytycznych momentów. Oczywiście tylko dla GTL-a i RT-ka bo geesy nie powinny mieć problemów. Droga była kamienista i na początku pojawiają się głębokie, gliniaste kałuże. Dalej to już w miarę równy i ubity szutr. Spojrzeliśmy na siebie i decyzja mogła być tylko jedna. Jedziemy !!! Najwyżej będziemy asekurować cięższe turystyki. W tym momencie zauważyliśmy po drugiej stronie rzeki Adama i Rafała.

 

2lo6dj6.jpg

 

Oznaczało to, że jest przejazd. Poprzez interkom skontaktowaliśmy się z Adamem. Potwierdził. Dalej jest już spokojnie. Doszliśmy do wniosku, że szkoda czasu. Od razu ruszyliśmy pod przewodnictwem Krzyśka. Wróciliśmy do miasteczka i tam odbiliśmy w stronę gór. Po chwili asfalt się skończył i zaczęła się walka.

 

107wh15.jpg

 

Po pierwszy stromym i kamienistym odcinku droga się poprawiła.

 

w22k52.jpg

 

Jednak pokazały się głębokie gliniaste kałuże.

 

4jm4xj.jpg

 

1zyzl2d.jpg

 

Tam trzeba było uważać. Potem było już łatwiej. Przed nami pojawił się bezkresny teren.

 

inxumc.jpg

 

Na szczęście nawigacja widziała tą dróżkę.

 

2r545uc.jpg

 

2j630ib.jpg

 

33vgu1c.jpg

 

Kolejne kilometry bardzo się dłużyły. Zwłaszcza Grzesiowi, który chyba pierwszy raz obył trasę enduro swoim krążownikiem.

 

2l8urus.jpg

 

153w3so.jpg

 

2s84vwy.jpg

 

Po godzinie dojechaliśmy do chłopaków. Nie było czasu na opowieści. W sumie straciliśmy 3 godziny. Musieliśmy się śpieszyć. Pozostało do pokonania grubo ponad 400 km. A przecież nie wiedzieliśmy co będzie dalej … Po kolejnych kilkudziesięciu kilometrach napotkaliśmy kolejne rozlewiska. Na szczęście nie były już zbyt głębokie i sprawiły nam sporo radochy.

 

2e5ulpg.jpg

 

35361oy.jpg

 

Dalej było coraz bardziej sucho. Mogło to oznaczać, że tu ulewa nie dotarła.

 

42nox.jpg

 

23m0k5z.jpg

 

Zaczęły pojawiać się wielbłądy.

 

29e1u8z.jpg

 

Jechaliśmy dosyć szybko aby przed zmrokiem zgodnie z planem dotrzeć do kultowej plaży Lagzira.

 

28tc6d3.jpg

 

10pc3zl.jpg

 

igjghj.jpg

 

Przed oceanem pozostało tylko pokonać jeszcze jeden łańcuch górski. Słońce powoli zaczęło zachodzić. Uwydatniło dzięki temu piękne barwy okolicznych wzniesień.

 

fmhzk3.jpg

 

To była ciekawa trasa. Zapomniana chyba przez wszystkich, a obfitowała w piękne widoki.

 

2cmx0rc.jpg

 

Na plaże udało nam się dotrzeć w zasadzie w ostatniej chwili. Tuz przed zmrokiem.

 

w05kxy.jpg

 

Zostawiliśmy nasze motocykle na strzeżonym parkingu i ruszyliśmy w stronę kultowego łuku.

 

iva9ah.jpg

 

29vco0p.jpg

 

2hi9x8o.jpg

 

Niestety pozostał już tylko jeden. Ten mniejszy. „Noga słonia„ runęła 10 dni przed naszym przyjazdem … Ta plaża juz nigdy nie będzie taka jak wcześniej. Zmartwiło nas to bardzo.

 

2z5pweu.jpg

 

Ponieważ robiło się ciemno musieliśmy szybko wracać.

 

eirzwh.jpg

 

Przy plaży były knajpki gdzie oferuje się świeże ryby smażone na grillu. Zamówiliśmy doratę z frytkami i marokańska sałatką.

 

2s9ywb4.jpg

 

To była najlepsza dorata, frytki i sałatka marokańska jakie jadłem w Maroko. Pychota. Po tym sytym posiłku ciężko było wstać i dojechać do naszego miejsca noclegowego oddalonego o jakieś 20 km. Zwłaszcza, ze było już ciemno, chłodno i wilgotno. Do hotelu dojechaliśmy około 21. Nasze rumaki zaparkowaliśmy w garażu właściciela i przy symbolicznej szklaneczce whiskey chwilę posiedzieliśmy w swoim gronie. Widać było, że zmęczenie daje o sobie znać. Od jutra zaczyna się powrót. Połowa trasy za nami. Ta cięższa połowa ale i ciekawsza.

 

CDN …

 

Ważne informacje: 
1. Wzdłuż wybrzeża Oceanu temperatura jest zawsze niższa. Poranki i wieczory są chłodne i wilgotne. Przydatna jest przecideszczówka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 7 – piątek (420km)

 

Ponieważ wieczorem nie posiedzieliśmy zbyt długo to nie było problemu z wczesnym wstaniem. Rano wszyscy pojawili się na stołówce. Niestety okazało się, że wyłączono prąd i jedliśmy przy świecach. Było nastrojowo.

 

2wrkchk.jpg

 

Po śniadaniu odebraliśmy motki i ruszyliśmy na podbój Atlasu Wysokiego.

 

s3ft74.jpg

 

Początkowo pojechaliśmy mniej uczęszczanymi drogami wzdłuż Oceanu. To była bardzo fajna trasa choć z powodu bliskości wybrzeża temperatura nie rozpieszczała. Dalej aby ominąć Agadir musieliśmy wjechać na bardziej ruchliwą drogę. Tam trzeba uważać na Policję. Wyposażona jest w radary laserowe. Dlatego nie ma żartów z mundurowymi. Po przejechaniu w spokojnym tempie około 100 km, w oddali ukazały nam się góry Atlasu. Teren zaczął się wznosić i pojawiły się pierwsze winkle, które przecież tak lubimy.

 

c8bhh.jpg

 

294p5xi.jpg

 

Na jednym z punktów widokowych zatrzymaliśmy się na chwilę aby podziwiać okolicę i wykonać pierwszą tego dnia fotkę grupową.

 

50smty.jpg

 

 

Okolica była piękna. Wysokie góry, odpowiednia temperatura i mnóstwo długich zakrętów z dobrej jakości asfaltem.

 

2jb08bd.jpg

 

zmmh69.jpg

 

2wrhlw2.jpg

 

Nie wiem ile zakrętów pokonaliśmy. Ciężko było je zliczyć zwłaszcza, że staraliśmy się w międzyczasie podziwiać widoki. Na jednej z przełęczy tuż przed Tiz In Test (2100 mnpm) zatrzymaliśmy się ponownie.

 

f0ozr7.jpg

 

egpf8p.jpg

 

Zrobiliśmy sobie przerwę na lunch oraz wykonanie paru ujęć dronami, które posiadał Krzysiek i Tomek. Chłonęliśmy okolicę zagryzając suchą kiełbasę przywiezioną jeszcze z kraju. W pewnym momencie Tomek krzyknął, że stracił drona … Niestety teren był bardzo zróżnicowany pod względem nachylenia, przez co nie mógł go zlokalizować. Szybko podjęliśmy decyzje, że rozpoczynamy poszukiwania. Razem z przyglądającymi się nam tubylcami rozpierzchliśmy się po zboczu.

 

ohjz1s.jpg

 

Po prawie godzinie poszukiwań jeden z pomagających nam lokalesów znalazł naszego ptaka.

 

rco7xw.jpg

 

Radości nie było końca. Przecież to nie był byle dron. Chłopak dostał nagrodę, a my miętową herbatkę. Oczywiście nie mogłoby się obejść bez pamiątkowego zdjęcia.

 

33zejcm.jpg

 

Raz jeszcze podziękowaliśmy i pojechaliśmy dalej.

 

2mrdyqr.jpg

 

2d6w9dj.jpg

 

Po paru kilometrach zaliczyliśmy najwyższy punkt owej przełęczy i ruszyliśmy w dół.

 

21afdvo.jpg

 

rbmmah.jpg

 

2196jqx.jpg

 

14c9pgz.jpg

 

2mm5kxg.jpg

 

2zf5xdw.jpg

 

w2j2mq.jpg

 

Po około 80-ciu kilometrach i setkach zakrętów, dojechaliśmy do pierwszej większej miejscowości. W tym czasie odbywały się tam jakieś wybory. Ulice były pokryte tysiącami ulotek wyborczych.

 

1zg3guf.jpg

 

Od tego momentu trasa już nie była tak ciekawa. Teren zrobił się płaski, a ruch bardziej intensywny. Oznaczało to, że zbliżamy się do stolicy kulturalnej Maroka czyli Marrakeszu. Wjeżdżając do tej milionowej metropolii od strony południa jedzie się wzdłuż murów ogrodów królewskich, szeroką aleją, ozdobioną mnóstwem kolorowych kwiatów. Nasz hotel znajdował się centrum, w pobliżu Medyny. Jednak najpierw postanowiliśmy podjechać do sklepu, w którym można kupić tzw. napoje rozweselające. To jest wiedza tajemna gdyż jak już wcześniej pisałem Maroko jest krajem muzułmańskim i spożywanie alkoholu teoretycznie jest zabronione. Po dokonaniu zakupów udaliśmy się do pobliskiego hotelu. Tradycyjnie otwarto nam bramę do prywatnego parkingu. Tam zostawiliśmy motocykle. W recepcji odebrałem klucze i przekazałem ekipie. Chcieliśmy iść do pokoi jednak po chwili zostaliśmy zauważeni przez naszego starego znajomego kelnera. Ucieszył się na nasz widok i serdecznie przywitał. Od razu zaprosił nas do baru gdzie po chwili i bez zbędnych słów przyniósł dużą tacę zapełnioną butelkami zimnego piwa. Dobrze jest wracać do sprawdzonych miejsc. Po wypiciu kilku piwek i wykonaniu szybkiej toalety udaliśmy się w stronę starej części tego kultowego miasta. Ruch był już bardzo duży. Czym bliżej centrum tym większy. Kierowaliśmy się na największy meczet w Marrakeszu czyli Kutubijja. Jego wieżę widać z daleka. Znajduje się naprzeciwko wejścia na Jemaa El Fna - największego placu w marrakeszeńskiej medynie, a zarazem największej atrakcji turystycznej miasta. Nie wiadomo dokładnie jak powstał. Także pochodzenie nazwy nie jest znane. Uważa się, że oznacza ona „plac bez meczetu” lub „zgromadzenie umarłych”, które nawiązywać ma do targów niewolników i egzekucji, jakie odbywały się tutaj aż do XIX wieku. Na placu co wieczór odbywa się wielki targ ze straganami restauracyjnymi. Wokół nich gromadzą się kuglarze, berberyjscy opowiadacze legend i historii, bębniarze, muzycy gnawa, zaklinacze węży, samozwańczy uzdrawiacze i dentyści. Występy trwają zwykle do północy i cieszą olbrzymią popularnością wśród turystów. My również postanowiliśmy wziąć udział w tym spektaklu.

 

261omdy.jpg

 

xf6uep.jpg

 

Na początek zwiedziliśmy okoliczne stragany. Handluje się tu chyba wszystkim …

 

2yv6xe0.jpg

 

16ao3cw.jpg

 

wtx8cl.jpg

 

Po tym spacerze postanowiliśmy zaspokoić głód. Na placu jest mnóstwo straganów z różnorodnym jedzeniem

 

29pqjvk.jpg

 

1zg7346.jpg

 

11jrhad.jpg

 

My zasiedliśmy wspólnie z tubylcami przy stole gdzie oferowano owoce morza.

 

2db8ftg.jpg

 

2v0k4jp.jpg

 

To było wypasione jedzenie. Niesamowicie smaczne. No i skonsumowane w niespotykanej atmosferze. Tak zaspokojeni musieliśmy wracać do hotelu. Zbliżała się północ. Już nikt nie miał sił na nocne występy …

 

wu311x.jpg

 

CDN …

 

Ważne informacje: 
1. Droga przez Atlas Wysoki jest kręta. Należy uważać na zakrętach gdyż można tam napotkać żwirek, który może spowodować uślizg koła.
2. W okolicach dużych miast należy uważać na kontrolę prędkości. Policja posiada dobrej jakości radary laserowe, które z dużej odległości potrafią zmierzyć naszą prędkość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 8 – sobota (185km)

 

Rano tradycyjnie zjedliśmy śniadanie. Były gotowane jajka i sok pomarańczowy. Oczywiście nie zabrakło wszelkiej maści słodkości. Następnie szybkie pakowanie i wyjazd. Nie mogło odbyć się bez pożegnania z naszym przyjacielem z obsługi.

 

2dlq58g.jpg

 

Wyjazd z Marrakeszu jest dosyć długi. Poza tym trzeba uważać na Policję. Jednak nie spieszyliśmy się zbytnio. Tego dnia nasz plan nie przewidywał pokonania nawet 200 km. Droga była prosta i nudna. Jedyna atrakcją okazały się kozy, pasące się na drzewach.

 

21nh3md.jpg

 

Do Essaouiry dojechaliśmy w porze obiadu. Rozpakowaliśmy się w hotelu, odświeżyliśmy i zjedliśmy zapasy jedzenia. Po krótkiej przerwie ruszyliśmy na plażę.

 

68tymq.jpg

 

Jest bardzo długa i szeroka. Zachęcała do kąpieli i zabawy.

 

n3oow3.jpg

 

W czasie naszego relaksu pojawił się miły Marokańczyk z psem, który do nas dołączył.

 

2rr76np.jpg

 

1zx5lae.jpg

 

Było wesoło. Jednak w planach mieliśmy jeszcze zwiedzanie Medyny. Wróciliśmy do hotelu i po przebraniu ruszyliśmy zwiedzać ten szesnastowieczny portugalski port.

 

dbgvsy.jpg

 

noy4n9.jpg

 

2iv0cjo.jpg

 

9vb3hz.jpg

 

qs6u0m.jpg

 

2jeu35z.jpg

 

2j4yrs2.jpg

 

xf5gf8.jpg

 

156d5aa.jpg

 

f2qa9x.jpg

 

W porcie zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie.

 

2na8hnc.jpg

 

I poszliśmy dalej w stronę Medyny.

 

6sdy5x.jpg

 

2ch3voj.jpg

 

213g1mc.jpg

 

2jg1ppt.jpg

 

5phrfd.jpg

 

To jest bardzo klimatyczne miejsce. Można tu kupić wiele wyrobów lokalnego rękodzieła.

 

2vnjlsi.jpg

 

nq7gjc.jpg

 

6qwl6f.jpg

 

211ouue.jpg

 

nfhbv5.jpg

 

nfhbv5.jpg

 

2d2an3a.jpg

 

309uafc.jpg

 

a1sihd.jpg

 

Ten długi spacer zmęczył nas na tyle, że musieliśmy coś zjeść. Jeden z lokalesów wyczuł nasze intencje i wskazał nam małą knajpkę, która miała nas szybko i dobrze nakarmić.

 

2s6q9er.jpg

 

Niestety nie było szybko. Musieliśmy uzbroić się w cierpliwość. Jednak jedzenie nie było najgorsze. Najedzenie postanowiliśmy powoli kierować się do hotelu.

 

2mh6dqr.jpg

 

Mieliśmy kawałek drogi do przejścia wzdłuż wybrzeża. To był miły spacer w świetle zachodzącego słońca.  Do hotelu doszliśmy już po ciemku. Wypiliśmy kilka szklaneczek naszych ulubionych trunków i poszliśmy spać.

 

CDN …

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyta się!

Dawaj dalej.

 

P.S.

Chyba w styczniu pojadę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Narty są fajne, tylko w zaprzegu z moto.

 

 

W maroku w styczniu temp do 17*C

W górach pewnie śniug się znajdzie.  ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

17 stopni C to można spotkać w interiorze. Monitoruję sytuację meteo na bieżąco. Obecnie jest dużo komunikatów ostrzegających o opadach śniegu. Zwłaszcza w górach, które dla motocyklistów są najciekawsze. Poza tym można spotkać opady deszczu, który jak widać na powyższych fotkach, potrafi narozrabiać ;).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zdjęcie sprzed kilku dni z miejsca przez, które zawsze przejeżdżamy ;).

 

1z5kw7l.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 9 – niedziela (270 km)

 

Hotelik, w którym mieliśmy przyjemność nocować jest uroczy. Tonie w kwiatach, a śniadanie podają na tarasie na dachu. Niestety nie mogliśmy zbyt długo delektować się atmosferą tego miejsca ponieważ czekała nas trasa na północ.

 

2nvtmyh.jpg

 

Ten odcinek drogi biegnie wzdłuż wybrzeża.

 

vghlja.jpg

 

Jest bardzo spokojny i niesamowicie malowniczy.

 

29g0vwg.jpg

 

Jednak z powodu występujących tu licznych klifów nie można dojechać bezpośrednio nad wodę.

 

20p3dsh.jpg

 

Choć dzięki temu mogliśmy podziwiać piękne widoki.

 

wkoi86.jpg

 

2uxzguq.jpg

 

Po drodze zajechaliśmy do portowej miejscowości Safi, która jest jednym z ważniejszych ośrodków przemysłowych kraju. Słynie ponadto ze swoich rzemieślniczych tradycji. Tam w jednej z nadbrzeżnych kawiarni uzupełniliśmy zapasy kofeiny.

 

n36dfc.jpg

 

1xyx6e.jpg

 

Do miejscowości El Jadida dojechaliśmy po południu. Miasto zostało założone przez Portugalczyków na początku XVI wieku i pozostało pod ich kontrolą aż do roku 1769, kiedy to zajął je marokański sułtan Muhammad III. Portugalskich mieszkańców ewakuowano i przesiedlono wówczas do Brazylii. Za panowania Francuzów na początku XX wieku miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym regionu. Obecnie jest to miejscowość wypoczynkowa, często odwiedzana przez turystów ze względu na rozległą plażę. Po przejechaniu przez ruchliwe uliczki tego miasta udaliśmy się do pierwszego lepszego baru z kebabem. Najedzeni pojechaliśmy do hotelu, który był położony w pięknej i bardzo zielonej dzielnicy willowej.

 

aaj2ht.jpg

 

Po przebraniu zdecydowaliśmy się na zwiedzanie miasta.

 

v76ubt.jpg

 

Po drodze zauważyliśmy na okolicznych araukariach bardzo wiele naszych polskich bocianów. Od razu zatęskniliśmy za naszym krajem …

 

6sqm9l.jpg

 

Po kilkunastu minutach dotarliśmy na plaże, która jest bardzo popularnym wśród tubylców miejscem spotkań.

 

i70o03.jpg

 

Idąc dalej dotarliśmy do centrum gdzie odwiedziliśmy lokalny souk.

 

1192fpi.jpg

 

Pomimo późnej pory ruch był bardzo duży.

 

t0gcwx.jpg

 

e8joug.jpg

 

4kh9tv.jpg

 

x6c09c.jpg

 

10mmtqa.jpg

 

rc1rie.jpg

 

Po długim spacerze jeszcze raz skorzystaliśmy z oferty ulicznych barów. Jedzenie było pyszne i dobrze doprawione. Po chwili odpoczynku wróciliśmy do hotelu gdzie w jednym z pokoi dokończyliśmy wieczór na wspomnieniach ostatnich dni …

 

CDN …

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może za rok lub dwa takie Maroko by się zrobiło. Super sprawa!!

Fotki mogłyby być troszkę większe :P

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może za rok lub dwa takie Maroko by się zrobiło. Super sprawa!!

Fotki mogłyby być troszkę większe :P

 

Maroko polecam.

Jest bezpieczne i bardzo różnorodne.

Tam znajdziesz wszystko czego nie zobaczysz w Europie.

Co do fotek to są specjalnie zmniejszane gdyż fora ograniczają ich wielkość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 10 – poniedziałek (400 km)

 

Tego dnia nie musieliśmy się spieszyć. Mieliśmy do pokonania autostradą 400 km. Spokojnie zjedliśmy śniadanie i opuściliśmy tą portową miejscowość. Tuż za miastem zaczyna się autostrada A5. Zrezygnowaliśmy z drogi zlokalizowanej wzdłuż wybrzeża, gdyż nie należy do zbyt ciekawych. Poza tym zdecydowaliśmy się nie wjeżdżać do Casabanki, która jest głównym ośrodkiem przemysłowym i kulturowym oraz największym miastem w Maghrebie. Zamieszkuje je ponad 4 miliony ludzi. Autostrada na szczęście omija te olbrzymie miasto. Z resztą tak jak i stolice Maroka - Rabat. Tym razem mieliśmy przyjemność jechać nowym mostem, który został nie dawno oddany do eksploatacji wraz z nową obwodnicą.

 

20icuh1.jpg

 

Po drodze można spotkać już nowoczesne stacje benzynowe, znanych europejskich koncernów. Pojawiły się również amerykańskie restauracje specjalizujące się w fast foodzie. Zdecydowaliśmy się przypomnieć sobie smak wieprzowiny.

 

2edv9kk.jpg

 

Do Asili gdzie mieliśmy zarezerwowany hotel, dojechaliśmy wczesnym popołudniem. To było idealne miejsce na ostatni nocleg i wypoczynek przed powrotem do Europy.

 

fn4y0n.jpg

 

Po rozpakowaniu i przebraniu ruszyliśmy na pobliską plażę, którą widzieliśmy z okien naszego hotelu. Tam skorzystaliśmy z ostatnich promieni słońca aby zapewne ostatni raz w tym roku wykąpać się na świeżym powietrzu.

 

35k35fn.jpg

 

Po chwili relaksu wróciliśmy do hotelu aby ponownie zmienić ubranie. Odświeżeni poszliśmy nadbrzeżnym trotuarem w stronę Medyny.

 

2lc1eoo.jpg

 

Asila to niezwykle czyste i dobrze zachowane starożytne miasto, które przyciąga co roku wielu przybyszy. My także tradycyjnie postanowiliśmy je dokładniej zwiedzić. Weszliśmy jedną z dwóch głównych bram.

 

9jja83.jpg

 

Aby dalej móc delektować się sennym klimatem tego byłego portugalskiego portu.

 

fd8xfn.jpg

 

15ulb9.jpg

 

2155dv.jpg

 

2hd8sav.jpg

 

afipep.jpg

 

Na murach chroniących miasto przed wzburzonymi falami morskimi zrobiliśmy sobie kolejne grupowe zdjęcie.

 

2i7bybo.jpg

 

2hmpsgo.jpg

 

I poszliśmy dalej zwiedzać i szukać pamiątek.

 

33ah4w4.jpg

 

2vjr9r7.jpg

 

54q4x.jpg

 

2lxi3qu.jpg

 

Oczywiście nie odbyło się bez tradycyjnego targowania.

 

2afc09y.jpg

 

k54gw9.jpg

 

iolwnc.jpg

 

Niestety słońce powoli zachodziło za horyzontem. Zjedliśmy jeszcze pyszną kolacje w pobliskiej knajpce i udaliśmy się do naszego hotelu. Ponieważ następnego dnia plan zakładał wyjazd przed świtem, to nie mogliśmy pozwolić sobie na zbyt długie nocne rozmowy polaków … Tym razem dosyć szybko rozeszliśmy się do swoich pokojów.

 

CDN ..

 

Ważne informacje: 
1. Autostrady w Maroko są płatne, a płatność jest pobierana tylko w gotówce.
2. Paliwo na stacjach zlokalizowanych przy autostradach podobnie jak w Europie jest droższe.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzień 11 – worek (270 km)

 

Wstaliśmy około piątej rano czyli jeszcze przed wschodem słońca. Prom do Europy odpływał o godzinie 8.00. Do portu mieliśmy nie całe 100 km. Oznaczało to, że musimy ruszyć jeszcze po ciemku i niestety bez śniadania. Było dosyć chłodno. Przejechaliśmy raz jeszcze przez śpiące miasteczko i tuż za nim wjechaliśmy na autostradę. Pojawiła się miejscami mgła. Na szczęście na drodze nie było praktycznie żadnego ruchu. Po prawie godzinie dojechaliśmy do portu. W czasie gdy ja załatwiałem bilety na prom, ekipa posiliła się mocną kawą w pobliskiej kawiarence. Oczywiście nie odbyło się bez próby „pomocy” majfrenda, który chciał przekonać mnie, że tylko on może załatwić nam bezproblemowy przejazd przez granicę. próbując się bardziej uwiarygodnić, stwierdził że ma wielu przyjaciół w Polsce. Niestety byłem odporny i musiałem podziękować naszemu nowemu „frendowi” z czego nie był zadowolony … Po chwili przerwy ruszyliśmy w stronę bramek z odprawą paszportową. Senni urzędnicy bez problemów i dosyć szybko odprawili naszą grupę. Jednak przed wjazdem do portu skierowano nas na mobilny skaner pojazdów. Ustawiliśmy motocykle jeden za drugim i obserwowaliśmy jak rentgen zainstalowany na dużym samochodzie ciężarowym przejeżdża wzdłuż naszych maszyn. Uważnie się przyglądaliśmy tej procedurze do momentu gdy funkcjonariusz wymownie kiwnął do nas głową aby zabrać motocykle. Zadowoleni wsiedliśmy na nasze osiołki i skierowaliśmy się w stronę promu. Gdy dojechaliśmy na odpowiedni parking okazało się, że prom już czeka, a załadunek trwa.

 

2vkhi4k.jpg

 

Oznaczało to, że jest szansa odpłynięcia zgodnie z rozkładem. Co nie zawsze się udaje … Tym razem bardzo nam na tym zależało. Musieliśmy jednak poczekać na swoją kolej. Dzięki temu mogliśmy wykonać ostatnią wspólną fotkę na czarnym lądzie.

 

2rh8hg4.jpg

 

Po sprawdzeniu naszych biletów, obsługa promu zezwoliła nam na wjazd. Tradycyjnie wyznaczono nam miejsca przeznaczone dla motocyklistów.

 

2r62rgn.jpg

 

Po zaparkowaniu udaliśmy się na górny pokład. W sklepie bezcłowym za pozostałą kasę dokonaliśmy ostatnich zakupów i wyszliśmy na taras widokowy. Tam mogliśmy obserwować oddalającą się Afrykę. W ciszy pożegnaliśmy się z czarnym lądem i naszym ukochanym Marokiem.

 

10e28lf.jpg

 

Po kilkudziesięciu minutach zobaczyliśmy Gibraltar.

 

2njk5tf.jpg

 

Oznaczało to, że za chwilę dopłyniemy do portu w Algeciras.

 

23h3jb4.jpg

 

Po szybkiej odprawie ruszyliśmy w stronę Malagi. Mieliśmy mało czasu. Musieliśmy się spieszyć. Do odlotu samolotu naszej ekipy pozostało tylko kilka godzin. Tym razem skorzystaliśmy z płatnej autostrady. Na szczęście bez problemów dojechaliśmy na nasz parking w Maladze. Z pomocą całej załogi załadowaliśmy wszystkie motocykle oraz ekwipunek w kilkadziesiąt minut. To chyba był rekord. Po bardzo serdecznym pożegnaniu nasi przyjaciele  udali się na pobliskie lotnisko, a my z Kasią dokończyliśmy pakowanie. W ten sposób zakończyła się nasza kolejną marokańska przygoda. Ochłonęliśmy dopiero po kilku dniach gdy dojechaliśmy naszym busem do kraju. Po raz kolejny wzbogaciliśmy się o bagaż wielu ciekawych doświadczeń i niezapomnianych wspomnień. Dziękuje Monice, Tomkowi, Piotrkowi, Grześkowi, Krzyśkowi, Adamowi, Pawłowi i Rafałowi za zaufanie i wspaniałą atmosferę. Będzie co wspominać przez długie zimowe wieczory …

 

Koniec

 

Ważne informacje: 
1. Na przejściu granicznym spodziewaj się pomocy tzw. oficjalnych pomagaczy, którzy bardzo często legitymizują się jakimś nieczytelnym identyfikatorem. Taka pomoc przy załatwieniu formalności kosztuje ok. 10 euro od osoby. Oczywiście jak posiadasz wypełnione wcześniej deklaracje i Wiesz w którym okienku je złożyć to taka pomoc nie będzie potrzebna.

 

 

Podsumowanie:

 

Długość trasy: 3800 km
Ilość dni w Maroko: 11
Najkrótszy odcinek: 185 km
Najdłuższy odcinek: 478 km
Najniższy punkt: 0 mnpm
Najwyższy punkt: 2750 mnpm
Najniższa temperatura: 10 stopni C
Najwyższa temperatura: 33 stopnie C

Koszty (na osobę):
- transport motocykla do/z Malagi (2 x 3300km) – 3000,00 zł
- bilet lotniczy – ok. 700,00 zł
- prom do/z Afryki - ok. 150 euro (motocykl + kierowca)
- noclegi w hotelach ze śniadaniem - ok. 300 euro
- paliwo na trasie przejazdu - ok. 250 euro
- wyżywienie - ok. 150 euro
Całkowity koszt motowyprawy (na osobę + motocykl): ok. 1700-1800 euro

Ceny:
- benzyna bezołowiowa 95 – 0,9 euro/l
- Balantines – 10 euro/1l (prom), 20 euro/0,7l (sklep w Marrakeszu)
- piwo w restauracji – 2-3 euro/0,2l
- obiad w knajpce – 5-8 euro
- okulary przeciwsłoneczne Rayban (good copy) – 10 euro
- trampki Converse  (good copy) – 10 euro
- zegarek typy Breitling, Mont Blanc, Omega (good copy) – 20-30 euro

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...

Important Information

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies.