Weekendowa jazda z dreszczykiem emocji... W okolicy Makowa Podh. chciałem sobie przez górkę przeciąć. Droga szerokości jednego samochodu, początkowo pięknie odśnieżona, czarny asfalt świeci się jak psu jajca w promieniach słonecznych. Wspinam się w górę i górę... Wjeżdżam w mały lasek. Na poboczu zaczyna się śnieg - myślę sobie, damy radę. Po paruset metrach na podjeździe zaczyna się lód ze śniegiem. Tył mi lata jak żyd po pustym sklepie... Tracę trakcję... Zatrzymuję maszynę. Czuję, że suwam się do tyłu, w dół... Łzy napływają mi do oczu... Nowe moto... Zaczynam kalkulacje na którą stronę lepiej moto położyć - prawa czy lewa... Prawa czy lewa... Generalnie lepiej w prawo... Ale jeszcze walczę... Tylne moto ściąga "w drugą stronę". Moto ustawia mi się w poprzek drogi. Myślę sobie, że jednak lepiej w lewo położyć... Gdy mam już kłaść pomarańcze, koła łapią asfalt i... utknąłem... (akcja zsuwania trwała z 15-20 sekund... :D ) Po 10 minutach manewrowania zawracam... ( ͡° ͜ʖ ͡°)